…keep on running…

gdyńsko, urodzinowo na sportowo

Kolejna edycja Biegu Urodzinowego za nami. Ta była inna, mocno zmieniona z wieloma pomysłami, które chcieliśmy wdrożyć w życie jakiś czas temu, ale dopiero teraz się udało. Nie będę pisał, że było super extra fantastycznie i że wszystko wyszło w 200 % wspaniale, ale było GIT! Było dobrze mimo wielu marudzących opinii, które zawsze będą się pojawiać, bo „Polak tak ma”. Polak niestety ma to we krwi, że musi zawsze mieć jakieś „ale” i wszystko musi dostać podane na tacy, najlepiej do łóżka a i tak będzie marudził, ze jest źle… Jeden prosty przykład nieogarnięcia naszego ukochanego społeczeństwa, bo więcej nie chce mi się przytaczać… szkoda słów…

…dzień dobry…

…dzień dobry……

…zapisałam się na wasz bieg w Gdyni…

…świetnie, cieszymy się, że będzie mogła Pani wziąć udział w naszej imprezie…

…chciałabym się jednak dowiedzieć kilku rzeczy…

…słucham…

…kiedy właściwie jest ten bieg…

…bieg główny na 10 km odbędzie się w niedzielę 12 lutego…

…aha…

…a gdzie? 

…w Gdyni na Skwerze Kościuszki…

…aha…

… a na ile kilometrów jest ten bieg…

To przykład jeden z dziesiątek, jak nie setek… cóż. Taki mamy klimat. Amen. 

Czytaj dalej

siła… i nie ma lipy !!!

Do napisania tego krótkiego artykułu, wpisu czy jak go tam zwać natchnął mnie wpis Jurka Skarżyńskiego zamieszczony na stronie czasnabieganie.pl właśnie w temacie siły a także krótki filmik zamieszczony na jednym z portali społecznościowych, na którym grupka biegaczy radośnie pląsa pod górkę wykonując tzw. skipA. Zacznę jednak od pierwszego punktu, czyli od artykułu Jurka. Cytując:

Kolejność realizacji określonych treningów ma znaczenie! (oczywiście, że ma!) Oto kilka zaleceń:
– treningu siły biegowej (skipy, wieloskoki, podbiegi) * o skipach i wieloskokach w treningu amatorów będzie później, nie robi się następnego dnia PO treningu intensywnym. Trening ten poprawia czucie mięśniowe i w planie jest zawsze PRZED treningiem intensywnym – jeden (najlepiej) dwa dni PRZED nim. Można go już jednak zrobić 2 dni PO treningu intensywnym, pamiętając, by było to jeden – dwa dni PRZED kolejnym mocnym treningiem.
link do artykułu: http://czasnabieganie.pl/trening/plany-treningowe,okiem-mistrza-jak-nie-zepsuc-treningowego-planu,artykul,633620,1,12577.html
link do FB: https://www.facebook.com/jerzy.skarzynski.1/posts/1048860781812736 

Mój komentarz na ten wpis był taki:

Jurek, z tą siłą po akcencie bym polemizował. Robiłem akcent następnego dnia siłę i znów akcent… mocne bieganie i min. dzięki temu poszedłem do przodu i to mocno do przodu.

A odpowiedź taka:

He, he – a ja takich, co biegali „mocno” i doszli do poziomu 2:30-2:25, ale nic dalej z tego nie wynikało, przestawiałem na swoją metodę. Zaczęli trenować „lżej”, serfując zgodnie z moimi sugestiami na falach superkompensacji, i po roku-dwóch biegali już po 2:18. Chcesz być następnym? 😉

Komentując to pozwoliłem sobie wkleić zdjęcie mikrocyklu tygodniowego do maratonu Małgosi Sobańskiej, który został zamieszczony w książce Jurka i na tym nasza polemika się skończyła.

Czytaj dalej

T, jak trener…

Ten artykuł, czy raczej felieton został kilka lat temu opublikowany w pewnym piśmie biegowym, o wdzięcznej nazwie „Run Times”, podobnie, jak kilka innych mojego autorstwa. Sam nie wiem dlaczego właśnie dziś go tu wkleiłem, co mnie naszło i co mnie wzięło na stare wspominki, ale może na stare lata robię się dość sentymentalny… 

T, jak trener.

Osoba na literkę „t”, która wychowała, nauczyła, pocieszyła a jak trzeba opierniczyła i skarciła tak, że było wstyd? Większość z nas odpowie jednoznacznie – Tata. Oczywiście Tata to ta osoba, ale czy trener nie wpasuje się idealnie do tej koncepcji? Jak dla mnie tak. „T”, jak Tata i „T” jak trener, bo trener to taki Tata i piszę to z całą świadomością. Tata trener towarzyszył mi od zawsze, był moim, jak i większości z nas pierwszym mentorem, nauczycielem, opiekunem. Uczył kopać piłkę, odrabiać lekcję i biegać, tak większość „tatów” (czyt. Ojców) ma, bo to oczywista oczywistość i z tego miejsca dziękuję Ci Tato, ale do sedna…

W swojej karierze sportowej, trwającej nieprzerwanie od 1987 roku miałem wielu trenerów, nawet jedną trenerkę o imieniu Anita, ostra babka, i tym osobom chciałbym poświęcić kilka a nawet kilkanaście czy więcej zdań, bo to między innymi te osoby w dużej mierze ukształtowały moją osobowość i sprawiły, że jestem tym, kim jestem i za to Wam dziękuję.

Czytaj dalej

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.