…keep on running…

Bangkok Marathon 2014

received_740206609399817.jpeg

Na szybko…

…było duszno, upalnie u bardzo gorąco.  Temperatura o 2 w nocy +30°C i ciężko było oddychać a co dopiero szybko przebierać nogami.  Do 32km było zgodnie z planem czyli po około 4’00/km. Finalnie wyszło 2:51:41 i 5 miejsce w open oraz 2 w wiekowej. Djbre było to, że cały czas miałem innych biegaczy, którzy za mocno otworzyli.

received_740206429399835.jpeg

wyniki: http://www.sportstats.asia/displayResults.xhtml?racecode=110691

 

…spokojnie, to tylko maraton!

Tak, tak, spokojnie, to tylko maraton, nic strasznego, to jedyne 42,195km, czyli lekko ponad dwie i pół godziny mocnego biegania. Pełen luz, szczególnie jak jest to dwudziesty drugi albo dwudziesty trzeci maraton w nogach. Generalnie nie robi to na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia, jak jeszcze kilka lat temu i podchodzę do tego zupełnie inaczej, oczywiście dalej z pokorą i pewnym dystansem, ale… najbliższy maraton, w którym wystartuję 16 listopada będzie inny. Raz, że będzie w tropikach, chociaż start jest o 2 w nocy, dwa że podróż zajmie mi dobę a trzy, że nie mam w nogach tyle kilometrów, ile bym chciał a to można odczuć  to dość mocno.

1379951_780947505281732_2268236846584089047_n

Przeglądałem ostatnio dzienniczek treningowy na GC i okazało się, że jednak coś tam biegałem, chociaż nie jest to, co bym chciał ale zawsze jest i tym się pocieszam a może usprawiedliwiam? Nie wiem.

Czerwiec – 320 km, lipiec – 450 km, sierpień – 320 km + 143 km na rowerze, wrzesień – 262 km + 146 km na rowerze, październik – 362 km + 241 km na rowerze, więc szału nie ma, szczególnie że w BPS ie do maratonu miesięcznie biegałem + 650 km… Pozytywne w tym wszystkim jest to, że noga się kręci, parametry są bardzo dobre a samopoczucie w trakcie treningów również można śmiało powiedzieć, że jest OK, szczególnie z perspektywy minionego tygodnia, w którym zrobiłem 132 km.

Nie był to lekki tydzień, szczególnie że jeszcze trochę czułem niedawno biegany półmaraton, a trzeba było przerobić kilka mocnych akcentów. We wtorek biegałem 18 km akcent w tym 16 km po 3’55 z bardzo mocno zaciągniętym hamulcem ręcznym + 2 km  w 3’36 i 3’41/km. Zakwaszenie wyniosło 2,0 mmol/l więc było bardzo dobrze. Dzień później na dwusetkach noga kręciła się jak nigdy, odcinki na dużym luzie biegałem po 3’05 – 10/km a na kilku rozpędziłem się poniżej 3′ /km. Niby to tylko 200 metrowy odcinek, ale zawsze… Dobrze czułem się również na tysiączkach, które biegałem w iście rekreacyjnym tempie po po 3’45 – 40 + dwa ostatnie 3’30 i 35. Noga szła. te treningi to jednak tylko przedsmak i preludium tego, co czekało mnie w niedzielę, szczególnie po sobotnim obżarstwie u Teściów w Malborku, gdzie nie oszczędzałem żołądka. Na niedzielę zaplanowaną miałem 30 stkę z narastającą prędkością. Ostatni tak długi trening biegałem 17 sierpnia, więc lekko się go obawiałem.

 

 
Ten trening biegałem w lesie na lekkich góreczkach, chociaż kilka z nich dość mocno dało mi w kość, ale na zawodach też lekko nie będzie, więc trzeba było poczuć ten smaczek kiedy serducho pracuje na bardzo wysokich obrotach, nogi są zmęczone a głowa mówi, żeby nie cisnąć… Myślałem właśnie o tym na ostatnim km, który wyszedł w 3’32 a byłem już naprawdę zmęczony, jednak biegłem coraz szybciej a gęba szczerzyła mi się w dziwnym uśmiechu. Czułem się niczym S&M i to było fajne. Wiedziałem, że przełamałem kolejną barierę po raz n-ty wychodząc ze strefy komfortu.

wysokosc

Cały trening składał się z trzech części. 15 km po około 4’15 – 20 i tu było najciężej wstrzelić się w prędkość. otworzyłem oczywiście za szybko bo po 4’05 – 07, dalej od 15 do 25 km po 4’00 – 05, tu było fajnie bo w końcu można było biec z przyzwoitą prędkością a ostatnie 5 km miało być mocniej… wyszło 3’49, 50, 48, 42, 32 czyli elegancko. Oczywiście prędkości szału nie robią, bo po 3’32 biegałem maraton jeszcze nie tak dawno, ale… tu i teraz było dobrze. Szczególnie pozytywnie zaskoczyło mnie moje dieslowskie serducho i restytucja, która spadła o 48 oczek w dół w ciągu minuty. Nogi – rewelacja, żadnej ciężkości, luz i swoboda. Oddechowo – oczywiście ciężej, ale nie ma się co dziwić. Średnia z całego treningu wyszła 4’04 / km a średni puls wyniósł 165, czyli całkiem fajnie. Porównując trening z 17 sierpnia, to ten niedzielny wyszedł lepiej… tam było 4’08/km przy tym samym tętnie. Oczywiście trasa była inna, ale czy lżejsza? Wg mnie nie. 30 stka po ulicy po 4’00 biegana również w sierpniu wyszła na minimalnie niższym tętnie, ale biegałem po szosie… cóż. Nie jest źle. Szkoda, że maraton nie jest rozgrywany w bardziej przyjaznych warunkach atmosferycznych i nie mam w nogach + 500 km bo byłbym spokojny o wynik…

Moc bo­wiem w słabości się doskonali.

 
 

dresden (half)marathon

10703961_879686118748617_3115265547187643845_n

Dobry trening nie jest zły a trening podczas zawodów jest dobry do kwadratu. Raz, że mobilizuje do mocnego biegania, dwa, że zawsze są punkty odniesienia, np. inny biegacz którego trzeba dogonić a trzy, że w grupie, grupach biega się o wiele łatwiej niż samemu.

20141018_113744

Generalnie ten bieg miał być inny, miałem biegać maraton, ale cóż… rzeczywistość pokrzyżowała plany i zamiast mocnego startu pobiegłem bardzo mocny trening na dystansie half, czego nie żałuję i z czego bardzo się cieszę, bo to był bardzo dobry trening.

20141017_182543

…ale od początku. Do Drezna wyruszyliśmy w czwartek wieczorem. Pojechaliśmy do Malborka odstawić futrzaki do Teściów, zostaliśmy tam z Iwoną na noc i w piątek z rana ruszyliśmy do Cedrowego Dworku po Bartka, który jako jedyny w naszym towarzystwie startował na królewskim dystansie z planem łamania 3 godzin… a dosadniej zbliżenia się do 2:50. Zabraliśmy Bartka na pokład i naszym Turankiem obraliśmy kierunek > Germania. Jechało się dobrze, po raz kolejny stwierdzam, że polskie drogi są coraz lepsze i coraz lepiej się nimi jeździ, chociaż wygodniej było wybrać opcję „by plane”, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

20141018_112647

Drezno przywitało nas piękną pogodą. Była to złota, chciałoby się powiedzieć, polska jesień. Było ciepło i słonecznie. Zalogowaliśmy się w apartamencie i poszliśmy na „essen” do lokalnego domu towarowego, gdzie znaleźliśmy bardzo sympatyczną makaronową knajpkę z dobrym niemieckim browarem. Po obiadku, krótki spacerek i spać…

20141018_120714

W sobotę z rana, po śniadanku udaliśmy się na tradycyjny rozruch. Było tak ciepło, że ubraliśmy się na krótko i ruszyliśmy na zwiedzanie miasta…

20141018_111858

20141018_112605

20141018_113108

20141018_120343

Kilka kaemów luźnego rozbiegania, krótka gimnastyka i przyspieszenia… to wystarczyło, żeby stwierdzić, że noga się kręci i odpukać nic nie boli a to najważniejsze, bo przez moje ostatnie przypadłości zdrowotne nawet bieg na dystansie 21km był pod wielkim znakiem zapytania… teraz było git.

20141017_190605

Prysznic, biuro, numerki… i tu wielkie zaskoczenie, niestety na minus. W biurze zawodów praktycznie nikt nie szprechał po angielsku. Szok. Wszyscy spikali po niemiecku i ciężko było się dogadać a miałem do rozwiązania dość skomplikowany problem, szczególnie ciężki do wytłumaczenia po polsku a co dopiero w zagramanicznym języku. Tu z pomocą przyszedł mi Janusz, dobry kolega z biegowych tras, można powiedzieć ze „starego forumowego składu”, który szybko i sprawnie załatwił pozytywnie całą sytuację. Dzięki Buddy.

W tak zwanym międzyczasie, Paweł z Basią, nasi znajomi z Krakowa zrobili Bartkowi niespodziewankę pojawiając się niezapowiedzianie w drzwiach hotelu, więc była nas już wesoła piątka i zrobiło się bardzo sympatycznie, może z wyjątkiem wizyty w jednej knajpce, kiedy po zapłaceniu rachunku kelner (dobrze, że tego nie słyszałem) powiedział do nas… „spasiba…” hmmm…

1506575_879637115420184_8160677845070953004_n

…niedziela, zero stresu. Humor dobry na maxa i zero strachu przed czekającym mnie zadaniem. Był mega luz. Cel jaki sobie postawiłem to przebiec bezboleśnie poniżej 1:20, czyli generalnie turystycznie, krajoznawczo i rekreacyjnie. Wychodziło to po jakieś 3’47/km czyli można powiedzieć, że to męski drugi zakres. Ostanio nie pamiętam kiedy biegałem na takich prędkościach, ale… mój trening MTB odpowiednio przygotował mnie do pracy z taką intensywnością, więc nie obawiałem się, czy serducho da radę, tylko czy nogi poniosą.

Start maratonu i półmaratonu zaplanowano na 10:30 (późno!) a dycha szła 30 minut wcześniej. Na 10km biegła Iwona, więc najpierw odprowadziliśmy ja na start a 30 minut później wraz z Bartkiem i Pawłem, który tak jak ja biegł połówkę stanęliśmy na kresce…

20x30-DMCE0068

Ruszyliśmy… plan był prosty, jak wyżej pisałem, biec w okolicy 3’50 – 47/km i spokojnie obserwować sytuację. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Pierwszy km 3’50, drugi 3’38, trzeci 3’40… nudy… Postanowiłem więc zmieniać grupy z jednej na drugą, więc po 2km w towarzystwie dwóch Kenijek znalazłem kolejną „Frau” i kolejną… aż dogoniłem do pani z numerem 20016, którą prowadziła rowerzystka z tabliczką „2. frau” czy jakoś tak. Wiedziałem, że to druga kobieta, więc postanowiłem zabrać się z nią kilka kilometrów. Tempo nie było specjalnie szybkie, było można powiedzieć bardzo komfortowe i krajoznawcze, czym byłem dość mocno zaskoczony. Pierwsze 5km zrobiłem w czasie 18’38, na 10km miałem 37’15, czyli biegłem dość równo. Po 10km bardzo nieznacznie podkręciłem tempo i na 15km zameldowałem się z czasem 55’40. Po tym czasie wziąłem sprawy w swoje nogi i zacząłem biec… chciałem zobaczyć, jak będę się czuł na ostatnich 6km i czy uda się coś wydusić.

20x30-DMDJ3779

Udało się… noga w końcu zaczęła się mocniej kręcić i złapałem gigantyczny luz. Kolejne kilometry wychodziły odpowiednio 3’37, 37, 34, 28, 21, 19… i mijałem lewym pasem, jak na autobanie kolejnych biegaczy. Biegło się naprawdę bardzo, bardzo dobrze i bardzo, bardzo luźno, czym byłem mocno zaskoczony. Ostatnie 5km wyszło po 3’30/km, co oczywiście nie jest czymś wielkim, gdyż z taką prędkością powinienem przebiec maraton, ale jak nie było dane mi trenować przez prawie 2 miesiące to niestety… jak się nie ma tego, co się lubi, to się lubi, co się ma.

20x30-DMDN0034

Ostatecznie na mecie zameldowałem się z czasem 1:17’17 i tym samym zrealizowałem  z dość dużym zapasem plan minimum z czego jestem bardzo zadowolony.

Treningi rowerowe nie poszły w las, chociaż jeździłem właśnie w lesie a bodźce przeze mnie dobierane przyniosły zamierzony efekt na niemieckim sprawdzianie. Jestem w 110% przekonany, że jakbym nie kręcił tyle co kręciłem, czy bym tylko jeździł, nie pobiegłbym takiego czasu i nie kończył biegu z takim zapasem i na tak dużym luzie.

1902941_879691008748128_673672481864669083_n

Co do samej organizacji i trasy biegu. Było naprawdę na niemieckim porządnym poziomie. To, co zawsze mi imponuje na zachodnich imprezach to kultura biegaczy. Nie ma tam takiego, przepraszam za słowo, buractwa, jak u nas i każdy z zawodników szanuje zarówno organizatora, jak i rywala. Prosty przykład… kilka minut do startu, zawodnicy ustawiają się na kresce i niestaty stoją za blisko mat, które zaczynają piszczeć… Wychodzi jeden pan, i prosi, żeby wiara cofnęła się o 2 kroki… co robią ludzie? a) cofają się, b) przeklinają i marudzą, c) nie przesuwają się… Oczywiście, nie jest to Polska, więc ludzie grzecznie cofają się o 2 kroki i sytuacja jest rozwiązana. Wpisowe, maraton 50 eurasi, połówka 40 eurasi, dycha 17 eurasi + 5 za wypożyczenia chipa a w pakiecie… ulotki, uloteczki, foldery i folderki reklamowe. Tak, tak. Żadnej koszulki czy nie wiadomo czego, chcesz koszulkę „bezahlen” i to jest tak jasne jak słońce. Oj daleko nam jeszcze do tego, daleko…

Trasa szybka i płaska. Można na niej pobiec naprawdę dobry wynik, pod warunkiem że nie ma upału, a w niedzielę było ciepło i nie wieje zbyt mocno, a w niedzielę wiało dość odczuwalnie, co niestety wpłynęło na wyniki czołówki. Czarni ugotowali się i pobiegli po amatorsku 2:18, 19 a trzeci zawodnik na mecie miał czas… uwaga, uwaga… 2:39:51 i coś mi się wydaje, że z moim brakiem formy mógłbym z tym zawodnikiem powalczyć…

received_724362174317594.jpeg

Bartek pobiegł również bardzo dobre zawody, co prawda do zakładanego czasu zabrakło kilka minut a czas 3:01:36 odbiega od planów, ale PB poprawiona o 18 minut może cieszyć, szczególnie w tak ciepłych warunkach, więc należą się wielkie gratulacje za walkę i rezultat.

Reasumując, to był dobry trening, z którego jestem zadowolony. Prawdziwy sprawdzian 16 listopada i tam nie będzie tak rozowo i wesoło. Co mnie czeka…

bgk

…super, extra fantastyczna pogoda. Cóż, zpowiada się jeden z najcięższych maratonów w mojej karierze i coś czuję, że ubiegłoroczna Majorka to był spacerek…

WALKA TRWA!

Bieganie boli. Lepiej zaakceptuj to na początku, bo w przeciwnym razie nigdzie nie dotrzesz. –
Bob Kennedy

Bno

20141006_161256

Mogę powiedzieć, że pobiegałem (troszku) w minionym tygodniu i nie było aż tak źle. Było nawet całkiem dobrze i pozytywnie, chociaż 100% komfortowo to nie było. Sam tydzień zaczął się bardzo ciekawie, bo obiecałem mojemu trenerowi, który prowadził mnie w orienteeringu, że ustawię 11 punktów w lesie na trening. Oczywiście profilaktycznie przypomniałem, że w lesie nie byłem dobre 10 lat czy więcej, pewność nie ta i nie biorę 100% odpowiedzialności, że las dobrze stanie. Powiem, że nawet się przejąłem tym bo to niby tylko trening, ale odpowiedzialność duża.

20141006_161329

Oczywiście, żeby było śmieszniej nie mogłem znaleźć kompasu, więc raz, że …pewność nie ta, to jeszcze brak kompasu dodatkowo utrudniał zadanie. Miałem z drugiej strony cichą nadzieję, że mój coach wymyślił w miarę łatwe punkty a tu niestety… nic z tych rzeczy. Jak spaść to z wysokiego konia… zapowiadał się więc bardzo hard spacer po lesie a raczej marszo bieg. To nie koniec atrakcji, oczywiście nie ustawiłem lasu, jak byłem na urlopie i miałem praktycznie nieograniczoną ilość czasu, ale musiałem zrobić to po pracy w pochmurny i ciemny dzień… no cóż. No risk – no fun.

20141006_175329 - Kopia

Tak  wygląda legenda, czyli opis punktów kontrolnych. Te z kropkami miałem ustawić, czyli w telegraficznym skrócie… nosek, mulda, mulda, płaska mulda, mulda, róg granicy kultur (wewnętrzny – chyba tak to się nazywało), bagienko – południowa część, mulda, mulda, głęboka niecka (?), nosek, głęboka niecka (?), mulda, bagienko (północna część), mulda. 29 pk, nie stawiałem. Czyli wesoło. Same muldy a ja z „muld byłem słaby” . Nie było jednak wyjścia, trzeba było iść i zrobić swoje…

20141006_170110

Las wita was… na zdjęciu powyżej, ścieżka zarośnięta paprociami i po takich ścieżkach często i gęsto przyszło mi ganiać. Ech… w każdym razie było wesoło i ciekawie. Na każdy punkt wchodziłem kilka razy, żeby się upewnić, czy dobrze go stawiam a i tak w przypadku kilku muld 100% pewności nie miałem. Czy 50 m w prawo, czy 50 m w górę, czy może w dół… o top jest pytanie. Jak w przypadku granicy kultur, bagienka, niecki problemów nie było tak z muldami zawsze jest… W tym czasie dodatkowo prowadzone są roboty leśne, więc wszędzie leży mnóstwo pociętych gałęzi, które znacznie utrudniają przemieszczanie się.

20141006_163055

Biegało a raczej maszerowało się z przerwami na bieg, lub odwrotnie całkiem sympatycznie, chociaż lekko przerażał mnie totalny brak pewności i czułem, że to nie jest to, co w końcówce lat 90 – tych, kiedy fajnie mi się biegało i co najważniejsze nie musiałem się co chwilę zatrzymywać, by czytać mapę i obierać miejsca do zaatakowania punktów. Zupełnie wypadłem z obiegu… brak kompasu dodatkowo utrudniał zadanie, ale było fajnie.

20141006_172619

Przypomniały mi się stare dobre czasy, kiedy przez 10 lat bawiłem się w tą dyscyplinę sportu. Najfajniejsze w niej jest to, że nie ma tam powtarzalności. Każda trasa jest inna, nawet jak zawody czy trening rozgrywane są w tym samym miejscu. Każdy zdany jest sam na siebie i sam musi pracować głową i nogami na bardzo dużym zmęczeniu. Nie można tu, jak na szosie włączyć tempomatu 3’00/km i trzymać… trzeba myśleć, myśleć i jeszcze raz myśleć, bo o błąd bardzo łatwo, szczególnie jak organizm działa już na oparach i ciężko jest się skoncentrować na czymkolwiek.

20141006_170334

Trochę się nagimnastykowałem, wszystko udało mi się ustawić i okazało się, że punkty stały dobrze, czego się najbardziej obawiałem… To było bardzo fajne oderwanie od normalnego, codziennego biegania, oraz myślę że dobry wstęp do rozpoczęcia treningów…

Oprócz BnO zrobiłem kilka rozbiegań w tym jedno 22 km, podczas którego biegło się całkiem dobrze, mocniejszą dyszkę na HR 160 i krótkie rozbieganie. W sumie wyszło 76 km, czyli wdrożeniowo i spokojnie. Noga… może nie bolała, bo nie bolała, ale czułem kilak razy lekki dyskomfort, więc nie jest jeszcze w 100% dobrze ale nie jest również źle. W każdym razie do końca sezonu bliżej niż dalej i mam nadzieję, że jeszcze chwilę uda mi się pociągnąć ten wózek.

Wracając do BnO, zapraszam na fajną stronkę www.zielonypunktkontrolny.pl na którym można pobrać mapki z trasami. Mapa na której stawiałem trening znajduje się pod tym LINKIEM, więc jakby ktoś miał ochotę spróbować co to znaczy orienteering, zapraszam. Gwarantuję super zabawę.

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.

Partnerzy

 

 pomorze-biega2RG logo

 

 

 

logo_dietamed_nowe

 

 

gdynia sport

 

LOGO_UKS_7 - Kopia

 

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 ZAPYTAJ TRENERA

 

 

 

Piomarlogo

logoglowne