…keep on running…

上海

Szanghaj (Shanghai i, chiń.: 上海; pinyin: Shànghǎi) – największe miasto w Chinach, położone w delcie rzeki Jangcy, jedno z czterech miast wydzielonych Chińskiej Republiki Ludowej. Szanghaj jest najludniejszym miastem Chin (Chongqing, jako miasto wydzielone ma większą populację, ale na znacznie większym obszarze). Cała jednostka administracyjna liczyła w 2010 roku 23 019 148 mieszkańców. źródło Wikipedia.pl

…w Polsce wg tego samego źródła, w 2014 roku mieszkało 38 483 957 osób, czyli hmmm… no właśnie i to można było bardzo dobrze odczuć przyjeżdżając do Szanghaju.

20150102_070555

Być w Chinach i nie być w Szanghaju czy w Pekinie to grzech, więc planując naszą wycieczkę oczywiście postanowiliśmy wyskoczyć na dwa dni do tego największego miasta, oczywiście przemierzając z punktu A do punktu B szybkim pociągiem, który jedzie ponad 300 km/h i nie jest to ściema.

Bilety na pociąg niestety do tanich nie należą, ale jak szaleć, to na całego. Bilety kupiłem w Polsce, przez internet, chociaż nie obyło się bez drobnych perypetii. Na początku oczywiście trzeba było wybrać trasę, wpisać dane osobowe i załączyć skan paszportu. Dopiero po przejściu tej procedury, można było zapłacić. Bank, z którego usług powoli kończę korzystać po raz kolejny mnie zawiódł, chociaż wolałbym określić to – olał, nie polecam tego banku nikomu na świecie i jak to robił innymi czasy, dwukrotnie odrzucił moją płatność. Na infolinii Pan twierdził, że nie było jej zarejestrowanej, ale to wielka ściema. Na Phuket było podobnie, płacąc wpisowe za Bangkom Marathon czy Berlin Marathon… ech te banki. Trzeba było więc skorzystać z drugiej karty, która bez żadnego problemu zadziałała. Żeby było śmieszniej to całą operację robiłem przed 22 i chwilę po zakończeniu transakcji zadzwonił telefon… całe szczęście nie z Chin, ale z Polski z banku z zapytaniem, czy przaed chwilą nie dokonałem prelewu na kwotę tulu i tylu USD w takim a takim kraju… taka sytuacja autoryzacja. To się nazywa bank.

Bilety przyszły na @ kilka dni później, z przyznanym miejscem, wagonem i zapisaną godziną odjazdu. Pełna profeska. Trzeba było tylko je wydrukować i… no właśnie, i co dalej?

20150103_221846

…rano pobudka, szybka ewakuacja z hotelu, jeszcze przed śniadaniem i biegusiem na metro, którym dojechaliśmy na dworzec. Dworzec był wielkości kilku naszych portów lotniczych, był prze, prze, prze ogromny, chociaż ten, co zobaczyliśmy w Szanghaju był jeszcze większy. Tego się nie da opisać słowami. To trzeba zobaczyć. W każdym razie zlokalizowaliśmy kasy biletowe i grzecznie ustawiliśmy się w kolejce, tylko nie wiedzieliśmy po co. Polacy jednak tak mają, że lubią stać w kolejkach, bo coś dają… nie wiadomo, co ale dają. Jak za PRLu.

W kasie, pokazałe Pani nasz wydrukowany bilet w formacie A4, daliśmy paszporty i Pani wydrukowała nam bileciki. Można więc było skupić się na wyszukaniu właściwej bramki i czekać na rozwój sytuacji… W tak zwanym międzyczasie udaliśmy się na kawusię i mufinkę, czyli na śniadanie… Chwilę posiedzieliśmy, pokręciliśmy się po dworcu i lada moment przy naszej bramce zaczęła ustawiać się kolejeczka Chińczyków, w której grzecznie stanęliśmy. Kolejna kontrola biletów, paszportów i można było zejść na dół na peron i wsiąść do G Train, czyli szybkiego pociągu.

Miejsca było dużo, chociaż Chińczycy są mali, ale jak w poprzednim ciapągu mogłem spokojnie wyciągnąć nogi i wygodnie ulokować się w siedzeniu. Ruszyła maszyna i za chwilę na głowę przegoniła nasze Pendolino. 160 km/h otwierało się na dzień dobry a po wyjeździe z miasta licznk zaczął się rozkręcać… 200, 220, 260, 280, 300… 306 km/h! Szaleństwo.

20150102_094529_7_bestshot

Można ? Można. Najlepsze było to, że nic a nic nie trzęsło. Nie było słychać żadnych stuków, puków czy zgrzytów. Słychać było tylko mlaskanie pasażerów pomieszane z bekaniem…

Jak widać na załączonym filmiku, butelka coli nawet nie drgnęła… a pociąg jechał ponad trzy setki! Robiło to wrażenie, chociaż prędkość nie była odczuwalna. Wydawało się, jakby jechał normalnie, spokojnie, bez szaleństwa.

Krajobraz za oknem to pustkowie, przestrzenie, jakies pola i… dźwigi. Setki dźwigów budujących nowe miasta. Podobno jest tam tak, że państwo buduje nowe miasteczko na milion czy dwa miliony mieszkańców, buduje fabrykę i wysoedla wioskę zasiedlając miasto i zatrudniając ich w fabryce. Nie wie ile w tym jest prawdy, ale nowe miasta powstają na środku pól, stepów i wyglądają bardzo okazale pod kątem ilości budynków i ich wysokości.

Dojechaliśmy do celu, po czym … a jak, metro i do centrum. Lekko nie było, nie mieliśmy mapy Szanghaju, więc troszkę kombinoaliśmy. Wysiedliśmy na mój gust o stację za blisko i dalej cisnęliśmy z buta wzdłóż jakiegoś kanału, posługując się mapami of-line, które profilaktycznie wcześniej pobrałem na komórkę. To był strzał w 10-tkę.

20150102_143742

20150102_142013

20150102_141257

20150102_155311

Kierowaliśmy się wprost w kierunku dzielnicy finansowej, która była po drugiej stronie rzeki Jangcy. Nasz hotel znajdował się tuż przy rzece zaraz obok promenady Bund, na którą mieliśmy usytuowane okna naszego pokoju. Widok był niesamowity, szczególnie po zmroku.

20150102_145349

 Po rozłożeniu klamotów i szybkim prysznicu ruszyliśmy na miasto. Niestety dobę wcześniej na sylwestrowej imprezie, właśnie na promenadzie Bund doszło do tragedii, w której tłum stratował na śmierć 36 osób a wiele zostało rannych, więc napięcie czuć było na każdym kroku. W mieście roiło się od wojska, policji, która była praktycznie na każdym kroku i bacznie przyglądała się temu, co się dzieje wokoło.

20150102_155852

DSC_0105

Połaziliśmy chwilę po bulwarze i udaliśmy się na stare miasto, które tętniło życiem. Wszędzie były stragany z jedzeniem, pamiątkami i innymi cudami. Wszędzie było pełno wiary…

20150102_164312_3_bestshot

20150103_091551

DSC_0141

DSC_0170

DSC_0176

DSC_0204

20150102_183518_LLS

20150102_183656_LLS

20150102_184251_LLS

DSC_0219

Taki „radiowóz” zaparkowany był pod naszym hotelem, to było jedno z wielu centrum dowodzenia. W środku monitory, komputery i panowie z poważnymi pagonami… Za radiowozem autokar pełen żołnierzy, czekających na swoja zmianę.

DSC_0223

…a to tak, dla ciekawości „kran” przez który leciała woda do wanny. Nigdy wcześniej takiego rozwiązania nie widziałem. Taka ciekawostka.

20150103_081343

Taki oto widok przywitał nas z samego rana. Wykoszerowaliśmy się i ruszyliśmy do dzielnicy biznesowej, żeby wleźć na Pearl Tower, czyli ta jeden z najwyższych budynków i miejsc widokowych w mieście. Dostaliśmy się tam oczywiście… metrem, a jak.

DSC_0270

DSC_0275

Bilety na sam czubek do tanich nie należały, ale nie było wyjścia… pin i zielony i ponad dwieście plnów poszło… jednak było warto.

Oriental Pearl Tower to mega miejsce. Niby tylko wieża, ale za to jaka. Windą w górę i już się jest jakieś 260 m ponad poziomem moża. Chwila moment i już na wysokośiomierzu jest… 351 !!! Tak Trzysta pięćdziesiąt jeden metrów. Robi wrażenie. Prawie, jak nasz Pałac Kultury i Nauki.

DSC_0310

20150103_103046_1_bestshot 20150103_104426

20150103_110747_7_bestshot

20150103_111501

20150103_110900

20150103_111543

…one mi z tajniaka, ja im również, ale dziewczyny wspięły się na wyżyny i zaproponowały mi „trójkącik” i jak mogłem nie skorzystać z tak egzotycznego rozwiązania wrrrrr…

20150103_111622

Widok niesamowity. Skło a pod nim ulice, chodniki, budynki… pierwsze rważenie zapierało dech w piersi, potem można było się już przyzwyczaić. Pokręciliśmy się po wieży, pofociliśmy i trzeba było zmykać, bo odjazd naszego mlaskającego pociągu był coraz bliżej. Udaliśmy się jeszcze na obiadek, wciągnąłem makaron, bo pizzy nie mieli niestety, ale… Jak Iwona poprosiła o cukier do herbaty, czyt. „szugar” to dostała … uwaga… konkurs:  a) lód, b) sól, c) wodę…  Dostała cały kubek lodu, taka sytuacja, ale przecież nie oni musza si uczyć obcego języka, tylko my, w tym wypadku obcy, powinniśmy się uczyć ich, ale do dziś dnia nie wiem, jak jest po chińsku lód czy cukier.

Na deser zwiedziliśmy jeszcze muzeum historii Szanghaju i tu z całym przekonaniem powiem, że nasze muzea to prehistoryczne twory w porównaniu z tym, co tam zobaczyliśmy. Długoby opowiadać, ale kunszt i dbałość o detale + elektronika i nowoczesność powalała na głowy. Nie jestem zwolennikiem i degustatorem muzeów, ale to było naprawdę mega i robiło gigantyczne wrażenie.

DSC_0421

DSC_0455

DSC_0492

20150103_115449_LLS

20150103_121427_LLS

20150103_123450_LLS

Było MEGA !!! Z muzeum na metro, z metra po bilety na pociąg, z biletami do Makusia i do poczekalni… Jak pisałem wczaeśniej, myślałem że dworzec kolejowy w Pekinie jest duży… nie, jest mały. Duży to jest dworzec kolejowy w Szanghaju. Powiem więcej, jest zajebiście wielki i kropka.

20150103_152850

Oczywiście, to nie jest cały dworzec, tylko jego częśc… hol główny. Nie ma tu podziemnej części i tego, co komórka nie złapała. Hard core lewel milion!

20150103_144227

Przy wejściu na peron tradycyjnie kontrola paszportów, biletów, potem znów biletów i paszportó i można było usiąść w pociągu i rozpędzić się wśród mlaszczących i bekających Chińczyków do 306 km/h…

biegowo…

10827950_833490316694117_4562684548337255465_o

Dawno nie pisałem o swoim treningu… biegam, nawet trenuję, chociaż czasu mało jak zawsze, ale nic na to nie poradzę. Praca, praca, praca bo na wyjazd na NP samo się nie ustuka, więc trzeba odkładać, ale to tak na marginesie. Staram się wychodzić oczywiście 7 razy w tygodniu na trening, generalnie się udaje 6, chociaż bywały i 7 dniowe mikrocykle treningowe.

Tygodniowo wychodzi około 100 – 115 km, czyli jako tako. Jakościowo ciężko mi określić, jak idzie. Trening w porównaniu tego, co biegałem w ubiegłych latach jest inny. bardziej nastawiony na mocniejsze bodźce, ale jeszcze nie mam przekonania do tego, czy to zadziała tak, jak jest w planie. Odpuściłem tradycyjnie polskie drugie zakresy na rzecz słabszych bodźców, które kiedyś nazwałbym idąc za nazewnictwem i proponowaniem zakresów przez trenera Tadzia Rutkowskiego BC1, lub ST, jednak jak zwał, tak zwał, ważne żeby działało i przynosiło określone zmiany. Zobaczymy. W trening oczywiście jest siła, bo siła musi być oraz mocniejsze bodźce. Przepaliłem się na zabawach biegowych i po nich poczułem, że ruszyłem, co przełożyło się od razu na spadek HR i wzrost prędkości na rozbieganiach.

10733852_836620799714402_8057263135540334214_o

Daje mi jednak do myślenia tętno na mocnych akcentach. W ubiegłym tygodniu biegałem dwie piątki. Pierwsza w 18:35 druga w 18:37. LA po pierwszej wyszło 2,4 mmol/l, czyli luźno. Po drugiej laktometr zastrajkował i nie pokazał odczytu. Na dobicie pobiegłem 1 km w 3’17 i podkwasiłem się do 6,5 mmol/l, ale dalej czułem luz. Średnie tętna jednak były wysokie 179 i 182. To o czymś świadczy. Podobnie jest na podbiegach, gdzie wkręcam się na 192, 193 czy 194 bpm.

Wczoraj realizowałem 8 km biegane na wahadle 4 km w jedną stronę, 4 km w drugą. Wyszło 14:34 + 14:16, ale HR avg 182 i 191 a z całego odcinka 187… dużo, chociaż patrząc że HR max jest w okolicy 200 – 201 to…? Wysokie wyszły również mleczany, bo laktometr pokazał wartość…

IMG_0172

…no właśnie, czyli nieźle się ugotowałem. Fakt, rzeźbiłem od 5 km dość mocno a prędkości były wolne, patrząc z perspektywy czasu. Jedyne, co mnie pociesza w tym całym zamieszaniu to fakt, że dalej potrafię pracować na wysokim zakwaszeniu i to dość długo, czyli tolerancja na kwas jest dobra a drugi pozytyw to restytucja. Trening skończyłem na HR 191 a po minucie pulsometr pokazał 150, czyli jak na taki okrutny bodziec spadek o 41 oczek w dół to bardzo dobry wynik. Wracając pamięcią do podobnych wariackich akcentów RecoHR60″ wynosiło kilkanaście uderzeń…

Pierwszy sprawdzian formy 15 marca, tradycyjnie w Kołobrzegu. Startowałem tam kilka razy. Pierwszy raz w 2005 roku i nabiegałem 52:35, w 2009 roku 54:17, robiąc trening w formie BNP przed Maratonem w Dębnie. W 2010 roku nabiegałem tam PB również z roboty do maratonu – 51:03. W 2012 roku po podróży MK – Kołobrzeg pobiegłem 53:00, a w ubiegłym roku było 52:50.  Co ciekawe, PB nabiegałem z bardzo dobrze przebieganej zimy, gdzie robiłem bardzo dużo spokojnego tlenu, dużo biegałem BNP a w okresie grudzień / styczeń zdarzało mi się biegać nawet 3 jednostki siły biegowej w tygodniu. Jedyny mocny akcent, który zrobiłem przed tym startem to 10 x 400 m…

… jak to się mówi, meta zweryfikuje wszystko.

mają rozmach…

…jak to Siara Siarzecki powiedział w pierwszej części Killera, ale jak już kiedyś wpominałem, Chiny to wielki kraj, gdzie wszystko jest wielkie, tylko ludzie niscy, nie umniejszając jednak nikomu. Mali, wielcy ludzie, którzy niedługo będą rządzić całym światem. Prędzej czy później tak będzie i nic i nikt na to nie poradzi. Mniejsza z tym.

Klejny chiński pekoński dzionek, pierwszy dzień Nowego 2015 Roku minął bardzo spokojnie i rekreacyjnie. W planie mieliśmy zwiedzanie misia Pandy i wioski olimpijskiej, czyli tourne po Pekinie za pomocą metra.

20150101_104924

Do ZOO dojechaliśmy bez większego problemu, wystarczyło wsiąść w odpowiednią linię metra, i wysiąść na stacji, na której wysiadają wszystkie okoliczne dzieciaki. Tam wiadomo, że było coś, co je przyciąga, czyli ZOO. Zastanawialiśmy się, czy ZOO będzie otwarte 1 stycznia, nigdy nic nie wiadomo, szczególnie że oficjalna strona Beijing ZOO nie miała tłumaczenia na język angielski, albo ja nie potrafiłem takiego przycisku znaleźć, a wujeg google translator nie działał… ceznura. W każdym razie ZOO było otwarte i po zakupieniu biletu na chybił trafił weszliśmy do środka. Muszę nadniemić, że pierwsza próba zakupu biletu skończyła się fiaskiem… kupiliśmy bilety nie tam, gdzie chcieliśmy, ale całe szczęśćie ktoś je od nas odkupił, bo nie chciało mu się stanąć w kolejce, więc de facto misja bilet powiodła się.

20150101_110113

DSC_0690

20150101_111153_LLS

Największą atrakcją ZOO jest miś Panda, miś, jak miś, czaro biały zwierz, ale ma w sobie coś sympatycznego. ZOO ma świra na punkcie Pand, jest tam dedykowany sklep, w którym można kupić wszystko z wyjątkiem żywego misia, czyli koszulki, kubki, czapki, zegarki itp. itd. Mieliśmy szczęście, bo misie w liczbie mnogiej wyszły z ukrycia i wcinały sobie smacznie jakieś pędy, nic nie robiąc sobie z miliona turystów przyklejonych do szyby. Podobno misie często mają focha i nie ma 100% pewności, że wyjdą, żeby nas oglądać. Jaki jest miś, każdy widzi.

20150101_131824

kolejną, jak dla mnie największą atrakcją ZOO są ludzie… np z maską z misiem Pandą na twarzy

20150101_134704

Ci chyba skumali, że robię im fotę, więc jak widać na załączonym obrazku, pani w różowym meloniku nawet się uśmiechnęła. Oprócz misia w ZOO jest biały tygrys, wielbłą, zebra, żyrafa, ryby, małpy i wiele innych zwierzaków, które jak to na Chiny przystało mają dużo miejsca do hasania. Nie tak, jak na Phuket, gdzie była tragedyja. Pekińskie ZOO było git.

DSC_0990

DSC_0984

DSC_0898

DSC_1001

ZOO zwiedziliśmy i udaliśmy się dalej, do wioski olimpijskiej, której centralnym elementem był stadion „Ptasie Gniazdo”…

20150101_145434

20150101_151038

20150101_152028

DSC_0018

DSC_0009

DSC_0064

20150101_173132_LLS

kuń na środku ulicy

Wioska Olimpijska – ogromna. Przestrzeń przeogromna, stadion, którego nie zwiedziliśmy, wielki. Znicz również robił wrażenie, podobnie, jak tablica na której wyryte są imiona i nazwiska wszystkich zdobywców medali. Ludzi tysiące, widać że to bardzo popularne miejsce, zresztą podobnie, jak każde inne w Pekinie, w którym jest co robić.

Pierwszy dzień Nowego Roku zaliczony bardzo pozytywnie. Trochę połaziliśmy pozwiedzaliśmy na spokojnie i odpoczęliśmy po wcześniejszych bardzo eksploatujących wycieczkach, które dały nam ostro w kość. Kolejny dzień a nawet dwa będą przebiegać pod wdzięczną nazwą 上海 czyli Szanghaj, w którym mieszka ponad 23 miliony osób! Prawie połowa Polski w jedny mieście. Do Szanghaju będziemy jechali szybkim pociągiem „G”, który ciśnie ponad 300 km/h… Będzie jazda bez trzymanki.


IMG_0142

W niedzielę dobiegła do nas smutna wiadomość. Kolejny z nas odszedł, a może odbiegł gdzieś daleko… tam, gdzie i na nas czekają nowe, nieodkryte miejsca do biegania. Góry, równiny, niziny, to, co każdy sobie wyśni i wymarzy. Prędzej, czy później o każdego z nas ktoś tam na górze się upomni i zawoła. Zazwyczaj w najmniej oczekiwanym momencie. Dla nielicznych będzie to moment, w którym pokonywać będą kolejny zakręt, zbieg czy podbieg, lub przecinać linię mety… Chciałoby się powiedzieć, dla nielicznych szczęśliwców, ale w sumie… czy tak nie jest?

Lucka osobiście nie znałem, podobnie jak nie znałem wielu z innych biegaczy, którzy czekają na nas i wytaczają nowe trasy, by za jakiś czas nam je tam na górze zaprezentować…

Znałem kiedyś pewnego starszego Pana, który bardzo mocno się denerwował, jak nazywałem go Panem. Ba, nawet potrafił zrugać mnie, jak burego psa, jak przypadkowo wyjechałem mu z „panem”. Wojtek jestem! Jak się z nim witałem, wołał „Cześć Piotrze – łotrze” po czym podawał bardzo mocno dłoń. Wojtek był po 70 tce. Był Komandorem. Wysoki, siwy, szczupły facet. Charakterystyczna postać lokalnych biegów. Z Wojtkiem jeździliśmy na wiele biegów. Przegadaliśmy wiele godzin. Wpiliśmy razem dużo piwa. Wojtek był jednym z nas. Był biegaczem. Był rubaszny, dowcipny, bardzo grzeczny i kulturalny, ale potrafił mieć ciętą ripostę i upomnieć się o swoje. Były zawody, kiedy biegnąc ulicą zamkniętą dla ruchu potrafił stanąć na czerwonym świetle i czekać dla żartu, aż się zmieni jego kolor. Często zaczepiał z uśmiechem na ustach młode dziewczyny a nas „małolatów” wspierał radą i swoim życiowym doświadczeniem. Kiedyś powiedział mi „… wiesz Piotr, jak chciałbym umrzeć? W biegu… ” Wojtek miał zawał podczas treningu… Odszedł 27 marca 2006 roku…

Wojtka nie ma już z nami, nie ma „fizycznie”, ale jest duchowo. Stoi zawsze na starcie ustawiony gdzieś z tyłu i czeka na sygnał do biegu.

Nie ma z nami Wojtka, Lucka, Piotra, Artura i wielu, wielu innych biegaczy, którzy odbiegli do innego świata, skręcili gdzieś w prawo, czy w lewo, zamiast biec do mety ze wszystkimi. Pobiegli w inną drogę, tam gdzie ktoś ich zawołał… Zawoła i nas, bo ile razy można biegać w tym samym miejscu?

a gdy mi zbrzydną maratonów ziemskie trasy włożę „boskie adidasy”

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.

Partnerzy

 

 pomorze-biega2RG logo

 

 

 

logo_dietamed_nowe

 

 

gdynia sport

 

LOGO_UKS_7 - Kopia

 

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 ZAPYTAJ TRENERA

 

 

 

Piomarlogo

logoglowne