…keep on running…

IV Bieg Filmowy w Wałczu

2014-07-19 17.56.04

 

Żeby tradycji stało się zadość, po raz czwarty z rzędu miałem przyjemność wzięcia udziału w Biegu Filmowym w Wałczu, podczas którego rozegrane zostały Mistrzostwa Polski BiegamBoLubię. Impreza bardzo przyjemna i klimatyczna rozgrywana na trasie wiodącej leśnymi ścieżkami wokół jeziora Raduń.

mapa 9999 m

 

Do Wałcza wyjechałem w sobotę przed południem i spędziłem przemiłe 4 godziny za kółkiem bez klimy, niestety mam małą usterkę która ciągnie się już dość długo a nie mam czasu oddać auta na dzień do mechanika, ale cóż, biała strzała WRC LPG też klimy nie miała i dawała radę, chłopaki nie płaczą! Po kilku godzinach dokulałem się na miejsce, odebrałem numer startowy i obrałem kierunek hotel. Po drodze spotkałem znajomych Sebastiana Chmarę, Pawła Januszewskiego i Wasyliszka, ze swoimi dzieciakami i ich znajomymi, więc nie obyło się bez kilku fotek.

WAS_8097

W hotelu, w którym byliśmy zameldowani spotkałem ekipę z Torunia, czyli Andżelikę, Agnieszkę oraz Bartka i po krótkim odpoczynku pojechaliśmy na start, który zaplanowany był na godzinę 19:00 z Placu Wolności. Było gorąco, duszno i parno… około 30 kresek na plusie.

Po krótkiej rozgrzewce biegowej oraz gimnastyce, którą starałem się wykonać w jak najbardziej osłoniętym i zacienionym miejscu udałem się na start, gdzie kręciło się sporo znajomych. Z mocnych zawodników był Tomek Grycko, Rafał Wójcik, Łukasz Wirkus, kilku Ukraińców, Bartek więc wiedziałem, że nie ma szans wejść w pulę i pozostaje walczyć o miejsce w kategorii wiekowej w MP BBL, co i tak wiązało się z bardzo mocnym biegiem, gdyż kandydatów na podium było trzech. Rafał, Bartek i ja a w tym momencie oboje byli w znacznie lepszej dyspozycji niż ja.

WAS_8997

…przepraszam a Pan jest kimś sławnym?” - tak, jedna z miłych Pań skomentowała sytuację, kiedy Wasyl krzyknął, żebym podłączył się do grupowego zdjęcia

WAS_9055

Z Rafałem Wójcikiem i Tomkiem Czubakiem (44,62 – 400m RP)

WAS_9068 WAS_9074

…pojechali…

Biegło się całkiem, całkiem. Mięśniowo nie było źle, ale gorzej czułem się oddechowo i wydolnościowo. Oczywiście nie patrzyłem na zegarek, tylko ciągnąłem ile prądu w nogach. Biegliśmy we trójkę, przed nami na horyzoncie Bartek, więc plan był taki, żeby się nie dać rywalom i dogonić Bartka. Taka prosta taktyka powodowała, że nie mogłem, nawet jakbym chciał, zwolnić a musiałem cały czas gonić.

WAS_9293

Przed 5km zawodnik w żółtej koszulce niestety mi uciekł, nie dałem rady go utrzymać, a kolega ubrany na szaro próbował kilka razy mi uciec. Całe szczęście nie dał rady. Na 5km złapałem 17:29, czyli szedłem po 3:30/km a czułem się jakbym biegł po 3:15… zipałem, jak lokomotywa, chociaż nogi kręciły się bez większego problemu. Bartek uciekał, myślę że w pewnej chwili nawet lekko osłabł, ale i tak go nie dogoniłem, tym samym załapałem się na trzecie miejsce w MP BBL.

WAS_9915

Na mecie zameldowałem się z czasem 35:01, czyli w stosunku do ubiegłego roku pobiegłem o 43 sekundy szybciej. Lekko nie było, ale lekko nie miało być. Ostro się zmęczyłem i o to generalnie chodziło. Ciężki tydzień, bardzo duże obciążenia i bardzo mocny bodziec w postaci startu. To było to o co chodziło!

WAS_8802

Po biegu udaliśmy się na klubową imprezkę do leśniczówki – Morzycówka, gdzie przy grillowanym kurczaczku i przy izotonikach dyskutowaliśmy do późna na różne tematy. Do hotelu wróciłem przed pierwszą a 8 godzin później byłem już na 22km rozbieganiu po wałeckich lasach, więc poniżej kilka fotek, w tym „słit focie” z niedzielnego rozbiegania.

2014-07-20 08.26.41 2014-07-20 08.34.10 2014-07-20 08.36.00 2014-07-20 08.50.37 2014-07-20 09.01.34 2014-07-20 09.27.57 2014-07-20 09.30.02 2014-07-20 09.59.37 2014-07-20 10.06.43 2014-07-20 10.09.00 2014-07-20 10.09.32 2014-07-20 10.09.42

To był bardzo udany i owocny weekend, z którego jestem mega zadowolony. Za rok, jeżeli nic niespodziewanego się nie wydarzy wpisuję datę do swojego kalendarza startów i z przyjemnością znów w Wałczu na Biegu Filmowym wystartuję.

gorąco…

Jest lato, jest gorąco. Jest lato, jest gorąco ciężko się biega i ciężko się funkcjonuje, bo jest lato. Jest zima, jest zimno… taki mamy klimat i nic na to się nie poradzi, ale trenować trzeba. Nie ma lipy, nie ma zmiłuj się i nie ma lekko, trzeba robić swoje, bo maraton sam się nie przebiegnie, forma się sama nie zrobi. To jasne jak słońce i proste, jak odcinek łączący punkt A z punktem B. Szczególnie ciężko jest, jak ma się zaplanowany jakiś mocny akcent i jest się po kilkunastu godzinach roboty… wtedy boli i to bardzo boli, ale trening trzeba przerobić i basta. To odróżnia chłopców od mężczyzn i dziewczynki od prawdziwych i twardych kobiet. Co do mnie przemawia w takich sytuacjach, kiedy nic nie chce się robić a ostatnią rzeczą na która ma się ochotę jest położenie się w wyrku do góry wentylem z zimnym, złotym vitargo w dłoni… a tu trzeba zjechać do bazy, założyć buty i zrobić czternachę albo szesnachę ciągłego… chociaż „nie ma chęci” …ale jak nie wyjdę to nie będę lepszy. Nie zrobię treningu to dostanę po dupie na zawodach i zamiast zamknąć zegar na XX:XX:XX czas zatrzymam na YY:YY:YY… i zamiast pierwszy przybiegnę trzeci, czy czwarty, bo moi przeciwnicy trenują… no chyba, że mi nie zależy ani na czasie, ani na miejscu ani na stylu w jakim ukończę bieg, bo może być to styl rozpaczliwy a może być… no właśnie.

Na początek wielkie brawa dla mojej tri załogi, która dzielnie walczyła w weekendowych upałach i uzyskała nowe, bardzo dobre czasy.

W ubiegłym tygodniu w Nieporęcie na dystansie 1/4 IM startowała Ola, która uzyskała miażdżący, jak na pracująca amatorkę wynik 2:34:10!!! W minioną sobotę, w gdańskim triathlonie, dzielnie spisał się Bartek uzyskując czas 2:28:59, Krzyś – 2:33:49, Jarek – 2:37:25 (1 m w kategorii wiekowej M 55-59) oraz Kasia – 3:08:27 (3 m w kategorii wiekowej K 25-29). Wszyscy poprawili znacząco swoje PB, co mnie szczególnie ucieszyło. GRATULACJE !!! …Gdynia i dystans 2 razy dłuższy już bliżej niż dalej i to dopiero tam będzie się działo.

Co u mnie? Trenuję i to całkiem mocno. Forma idzie do góry i jest (odpukać) coraz lepiej…

Końcówka ubiegłego i początek tego tygodnia były very, very hard albo jeszcze bardziej hard. Można śmiało powiedzieć, że machnąłem pod rząd 6 mocnych akcentów i przeżyłem a noga zaczęła kręcić się jeszcze mocniej. W miniony piątek realizowałem siłę zróżnicowaną z wybiegiem, dzień później, czyli w sobotę, biegałem zabawę biegową 14 x 800m w czym pierwsze 800m biegałem po około 3’30/km a „odpoczynkowowe” po 4’00-10/km… oczywiście, żeby nie było lekko, łatwo i przyjemnie wszystko biegałem po górkach na czarnej drodze. Zakwasiłem się na 1,6mmol/l… Wieczorkiem dodałem drugi trening, jako spokojne, lekkie rozbieganie.

W niedzielę opcja hard, do której powoli się przyzwyczajam, czyli bieganie bez śniadania, na czczo… ble, paskudnie. Do wyrobienia była szesnastka na HR 160 w lesie, po górkach + 4km na szosie po 3’50. Szesnastka wyszła po 4’11 a czwóreczka po 3’48, mleczany 1,7mmol/l. Najgorsze jednak było samopoczucie na pierwszych 12km, które biegałem na mega ssaniu. Odżyłem dopiero po czasie, jak wciągnąłem żel, czyli po 12km. Noga od razu zaskoczyła a ostatnie 4km były najprzyjemniejsze z całego treningu.

Poniedziałek to dzień w którym BiegamBoLubię  a dodatkowo robię siłę, tym razem standardowe 10 x 300m pod górę… było tak duszno i parno, że prawie wyzionąłem ducha…

Wtorek… znów trening w lesie, po góreczkach na HR 160 i tym razem prędkość wyszła 3’59/km… jakoś dziwnie się czułem, niby był luz i spokój, ale HR było bardzo, bardzo niskie a nogami trzeba było mocno kręcić.

Środa, tysiączki, na szosie, na górkach poniżej 3’30/km… Noga kręciła się straszliwie, a odcinki wychodziły bardzo mocno. Odcinki wychodziły odpowiednio 3:21, 26, 22, 25, 25, 20, 23, 26, 21, 23, zakwaszenie 2,8mmol/l a restytucja po minucie 59 uderzeń ! HARD!

…pozostałe dni rekreacja ruchowa, praca, praca i jeszcze raz praca a sobota >>> go 2 Wałcz na IV Bieg Filmowy czyli 4 godziny jazdy bez klimy i start w 30 stopniowej parówie na dychę… ale o tym później.

1377128373_s3vdcr_600

maraton

 

„Maraton jest biegiem prawdy, gdyż każdy musi w nim sięgać do dna nie tylko swoich fizycznych,
ale i psychicznych możliwości” 
[Frank Shorter]

 

krótkie podsumowanie półrocza

Zaczął się lipiec i skończyło się pierwsze półrocze, więc czas na krótkie podsumowanie tego, co nabiegałem. Czas na podsumowanie półrocznej pracy treningowej i wyciągnięcie wniosków na dalszą część sezonu. 

  1. Pierwszym startem kontrolnym był Test Coopera Radia Gdańsk w którym uczestniczyłem z Iwoną 25 lutego na Ergo Arenie. W 12 minut przebiegłem około 3,7km co daje średnią na 1km 3:18. Fajny event ale swój występ z perspektywy czasu oceniam bardzo słabo, chociaż zająłem trzecie miejsce.
  2. 16 marca w Kołobrzegu startowałem w XXVIII Biegu Zaślubin na 15km. Czas na mecie 52:50, średnia na kilometr 3:31… Czas do bani, ale znów miejsce na podium, tym razem drugie.
  3. 5 kwietnia w Pradze biegłem swój pierwszy w tym roku półmaraton – Sportismo Prague Halfmarathon. Założenie było proste, nabiegać PB, czyli połamać 1:11:47… wyszło ledwo co 1:14:28 z wielkim bólem. Bardzo słaby wynik…
  4. Tydzień po praskiej połówce startowałem na 10km w Warszawie, w ramach Orlen Warsaw Marathon  gdzie nabiegałem całkiem dobry wynik – 32:57, ale samopoczucie z jakim to uzyskałem było dalekie od zakładanego…
  5. Na początku maja biegałem kolejną połówkę, tym razem wybór padł na II Półmaraton śladami Bronka Malinowskiego w Grudziądzu. Miejsce dobre, bo trzecie w generalce, ale czas i samopoczucie… lepiej nie mówić. 1:16:13 mogę uznać jako klapę…
  6. W maju startowałem jeszcze w Biegu dookoła ZOO w Gdańsku. Dystans około 10km, ciężkiej przełajowej i mocno górzystej trasy pokonałem z czasem 35:35 i zająłem kolejne trzecie miejsce na podium w klasyfikacji generalnej.
  7. Czerwiec zaczął się od startu w I Redzkim Biegu na 10km w którym uzyskałem czas 34:35 i zająłem… trzecie miejsce w open.
  8. Dzień później wygrałem w Gdańsku II Bieg po Rybę rozegrany na ciężkiej górzystej trasie, gdzie spokojnie bez ciśnienia około 11km trasę przebiegłem po 3’59/km.

Osiem startów, sześć razy na podium, jeden wygrany bieg, cztery razy trzeci, raz drugi. Niby dobrze, ale jakość i samopoczucie a co najważniejsze uzyskiwane czasy niestety można powiedzieć, delikatnie mówiąc… „o d*** rozbić!”. Co było nie tak? Trening… Niby wszystko szło do przodu, ale duża (za duża) ilość tempa oraz bardzo mocny drugi zakres „skutecznie” zrobiły swoje, niestety w drugą stronę i zamiast działać na „+” zadziałały na „-”. Zamiast wyciągnąć wnioski po kołobrzeskim i praskim starcie trening był wałkowany do oporu, do znużenia a kolejne starty pokazały, że nie tędy droga i jeżeli trening nie idzie trzeba go zmienić a nie brnąć w zaparte. Niby człowiek jest dojrzały i długo siedzi w tym sporcie, wie co mu leży i jakie bodźce najlepiej na niego działają a dalej kombinuje… Grunt to znaleźć to, co mu odpowiada a jak nie odpowiada to znaleźć przyczynę i tak poukładać klocki, żeby złożyły się w całość. Cóż, tak bywa. 

Do maratonu zostało 12 tygodni… a najważniejsze jest to, że wnioski zostały wyciągnięte, trening został totalnie zmieniony na taki, jaki mi odpowiada. Walka trwa!

…tak na marginesie, dobry cytat, aktualny i dający do … myślenia.

15230_10151108403516931_195676280_n

 

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.

Partnerzy

 

 pomorze-biega2RG logo

 

 

 

logo_dietamed_nowe

 

 

gdynia sport

 

LOGO_UKS_7 - Kopia

 

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 ZAPYTAJ TRENERA

 

 

 

Piomarlogo

logoglowne