…keep on running…

Dziękuję za głosy!

run passion

Dziękuję wszystkim, którzy głosowali na moją sylwetę w konkursie „Biegowy Dziennikarz Roku” organizowanym przez Festiwal Biegowy.

Wśród 49 dziennikarzy, którzy wzięli udział w konkursie zająłem miejsce tuż za podium, na co szczerze mówiąc nie liczyłem i nie spodziewałem się takiego dobrego wyniku, gdyż oprócz mnie w plebiscycie brali udział tacy bloggerzy i dziennikarze, jak Łukasz Grass (Akademia Triathlonu), Adam Klein (portal bieganie.pl), Michał Walczewski (naczelny Maratonów Polskich) czy Łukasz Panfil, którego artykuły czyta się z wielką przyjemnością.

W konkursie zwyciężył Krzysiek Bartkiewicz, który pisze swojego bloga na Maratonach Polskich, na drugim miejscu uplasował się Przemysław Niemczuk-treningbiegacza.pl a na najniższym stopniu podium stanął Bartosz Olszewski (warszawskibiegacz.pl). Pełna lista nagrodzonych i wyróżnionych osób oraz imprez biegowych znajduje się TU.

Jeszcze raz dziękuję i gratuluję wszystkim, którzy startowali w konkursie a szczególnie pierwszej trójce.

jako tako

10600478_757613434281806_1338362009972925362_n

…to sobie potrenowałem.

We wtorek pobiegłem sprawdzian, żeby zobaczyć, gdzie jestem i okazało się, że jestem w całkiem dobrym punkcie. Biegałem 10 x 1km na Czarnej Drodze po górkach, od 0 do 4 i z powrotem, potem od 0 do 1 i od 1 do 0, czyli lekko nie było. Góra, dół, góra, dół… Tempo okołomaratońskie, przerwa… około 1:15, czyli bardzo krótka… Lekko obawiałem się tego treningu, szczególnie pod kątem prędkości. Myślałem, że zostawię dużo zdrowia i będę musiał ostro się ujechać, żeby utrzymać zakładane tempo…

 …zaskoczyłem się bardzo pozytywnie. Otworzyłem dość żwawo i pierwszy km wyszedł w 3’30. Kolejny z około 400m podbiegiem 3’39 a potem już z górki… 3’27, 31, 30, 33, 25, 30, 28, 33. Z górki oczywiście teoretycznie, bo profil był dość mocno zróżnicowany i mocno wymagający, ale o to chodzi. Po 8km i po 10 zmierzyłem mleczany, które wyszły odpowiednio 4,2 i 4,0 mmol/l, czyli bardzo dobrze a restytucja po 1 minucie wyniosła 50 ! Czyli gaz jest i to całkiem sympatyczny. Tak, ale wszystko byłoby fajnie, gdyby nie odezwała się druga połowa mojego ciała, czyli tym razem lewe kolano. Jak prawa strona puściła po AQ to lewa się zbuntowała i powiedziała, że też chce i odezwało się dość mocno kolano. Nie wiem, czy to przyczep więzadła pobocznego piszczelowego czy coś innego. Bolało dość mocno, nawet bardziej niż mocno, więc trzeba było coś zaradzić. Ultradźwięki, pieszczenie prądem, okłady z lodu… środa wolne, czwartek 12km BC1 i niestety pod koniec ból dalej się nasilał. Dobrze to nie wyglądało.

Odpuściłem piątek i w sobotę zrobiłem 36km MTB. Było super. Puszcza Darżlubska jest mega. Można tam kręcić i kręcić, są piękne miejsca, piękne wzniesienia, piękne szlaki, nic tylko jeździć…

10613126_757613524281797_5644824017558133017_n

10702202_757613360948480_2691234075720448762_n

10702235_757613547615128_211201277052712312_n

Kolano całe szczęście nie bolało, mogłem komfortowo wdrapywać się na okoliczne pagórki i cisnąć na 29″ w dół. Spodobało mi się to i coś czuję, że okres roztrenowania będzie stał tym razem pod znakiem MTB a może i najbliższe tygodnie, jeżeli nie uda mi się naprawić wszystkich moich przykurczy i dolegliwości. Cóż, po 25 latach wyczynowego biegania i po 12 latach biegania maratonu i walki o sekundy organizm może się zbuntować. Młodszy nie jestem, nie mam czasu na regenerację, jaka być powinna, więc może to już ten czas… ?

10410871_757613500948466_4066323745274683507_n 10628059_757613454281804_2874235347999233428_n 10649746_757613384281811_1668163771858373779_n

…nie wiem. W każdym razie jeszcze próbuję i walczę. W niedzielę wyszedłem an kontrolne rozbieganie. Przed wyjściem Iwona pytała się mnie, na ile idę… powiedziałem, że nie wiem. Może na minutę, może na 10 może na godzinę… zależy, jak noga będzie się kręciła. Wyszła godzina i 36 minut i ponad 21km po 4’29/km, czyli dość żwawo. Biegło się całkiem sympatycznie, pod koniec kolano lekko ćmiło i miałem wrażenie, jakbym lewą stronę miał lekko przekrzywioną niż prawą.

10676335_758022070907609_5787692145463699025_n

Było fajnie i sympatycznie. Podczas treningu kibicowałem moim maratończykom, którzy rywalizowali we Wrocławiu i walczyli z upałem o nowe PB. Było po japońsku, czyli „jako tako„. Waldek w debiucie przegrał z kontuzja stopy i czeka na diagnozę, Artur, jak sam napisał przeszarżował, nie dostosował prędkości do panujących warunków atmosferycznych i po 37km musiał ewakuować się w ambulansie do szpitala, Mirek odpuścił widząc, jaka jest aura i spokojnie dotruchtał do mety, bez szarżowania i zbędnego ryzykowania. Najlepiej wypadł Paweł, który z 3:37, które uzyskał w ubiegłym roku przeskoczył na 3:14:02!

Na Biegu Westerplatte, który odbył się w sobotę, na trasie około 10km długości, większość ekipy biegała sprawdzian przed maratonem lub półmaratonem a wyniki były bardzo obiecujące. Najbardziej zaskoczył chyba siebie i mnie Bartek, który raz, że biegł trening a w tym tygodniu wcale luźnego biegania nie miał a dwa, że zapomniał GPS’a i biegł na przysłowiowego „czuja” na mecie uzyskując czas 36:25, który jest jego nową życiówką. Co ciekawe, z Bartkiem w ogóle nie biegamy siły biegowej. Nie robimy podbiegów ani nie wykonujemy tzw. zróżnicowanej siły biegowej, więc i bez tego elementu można mocno i szybko biegać.

Gratulacje dla wszystkich „Wrocławiaków” i „Westerplatczyków” – to były bardzo dobre zawody !

541503_492335820814384_1620681701_n

rozbiegowuję się ;)

10590608_755156391194177_8487079338553578270_n

Zacząłem się ruszać, zacząłem biegać i nawet jakoś całkiem przyzwoicie mi to wychodzi. W tym tygodniu, można go nazwać – wdrożeniowym zrobiłem 97km, czyli spokojnie i delikatnie.

W poniedziałek byłem u mojego lekarza, do którego chodzę, po ratunek, jak coś mnie tak łupie, że ledwo co funkcjonuję i teraz z wielką ulgą o 15:30 zameldowałem się pod drzwiami. Generalnie wiedziałem, co mnie czeka, wiedziałem że będzie bolało jak cholera i że to nie będzie nic przyjemnego, ale wiedziałem że to ostateczna ostateczność i tak musi być. Innej opcji nie będzie i innej opcji nie ma, żeby wyjść na prostą. Zabiegi niestety nie pomogły, chociaż dzięki nim wyleczyłem bolesność w okolicy nerwu kulszowego i zostały mi igiełki, a jak do doktor Gietka mówi „igła prawdę Ci powie” i tak jest. Pomogło… bolało, jak cholera, ale pomogło i we wtorek wyszedłem na lekkie leśne rozbieganie. W środę była powtórka z rozrywki, czyli cd akupunkturyi trening. Luźne 12km rzbieganie po 4’33/km, gdzie HR było lekko podwyższone, ale samopoczucie było dobre.

10600423_755156287860854_236420458262276779_n

W czwartek wybrałem się na rozbieganie do Dębek, na moją ulubioną trasę Dębki – Białogóra – Dębki, gdzie o tej porze roku jest cicho, spokojnie, można odpocząć i zrelaksować się.

10670272_755156224527527_4504475331049962181_n 10678648_755156184527531_9001488272791436625_n 10696218_755156197860863_3442515668444848987_n

Piętnastka rozbiegania po 4’36 pokazała, że jest całkiem dobrze, chociaż w samouwielbienie nie ma co popadać. Prawy pośladek lekko spinał, ale można było normalnie biec. Będąc w D ębkach wykorzystałem nadarzającą się okazję i piwniczne miejsce tortur przeniosłem na leśną ścieżkę między wydmami a plażą. To był strzał w dziesiątkę. Miejsce osłonięte od wiatru, słoneczko, klimat i można było spokojnie skupić się nad porządnym rozciąganiem oraz nad siłą ogólną i stabilizacją. Tego było mi trzeba.

10632719_755156487860834_6609964902836180563_n

W piątek pobiegłem pierwszy „sprawdzian” czyli mocniejszy akcent, który miał pokazać, gdzie jestem, gdzie jest moje serducho, gdzie są moje nogi i jak wyglądają mleczany. Piętkastka po leśnej dróżce na HR 160 wyszła po japońsku. Średnia na km wyszła 4’13 a mleczany 1,0, czyli tyle co nic. Generalnie byłem zadowolony z tego treningu i myślę, że ta dwutygodniowa przerwa nie pozostawiła aż tak wielkich śladów.

10624973_755156144527535_6622142019188203189_n 10687113_755156164527533_3426191159486030686_n

Po treningu obowiązkowa krioterapia w bałtyckich falach oraz chwila odreagowania od codzienności na plaży. Tego było mi trzeba. Odpocząlem i zrelaksowałem się. W sobotę zrobiłem lekkie pobudzenie siłowe a dziś 21km leśne, górskie rozbieganie z 6km premią górską do Gniewowa. Nie ma jak górska wspinaczka.

Jutro cd akupunktury i myślę, że w środę będzie można zakończyć terapię igiełkową i dalej masakrować się tylko urządzeniem o wdzięcznej nazwie „posture curve”, które potrafi mimo swojego niewinnego wyglądu, zadać bardzo dużo bólu.

10358864_754257731284043_5933556419670628956_n

…ale cóż. Innego wyjścia nie ma. Z całej tej paskudnej kontuzji najbardziej pozytywne jest to, że weszła mi w nawyk codzienna gimnastyka. Nie taka co drugi, trzeci dzień, ale codzienna, porządna na TRXach, piłce, na materacu, gdzie całkiem fajnie można się skatować.

Co do Berlina. Oczywiście ten start nie wchodzi w grę, więc muszę go odpuścić i jakoś nie płaczę i nie ubolewam nad tym. Wielu znajomych namawia mnie, bym tam wystartował, ale niestety nie widzę sensu pojechania na wycieczkę i przebiegnięcia maratonu w 2:35 czy w 2:40. Może to dla niektórych trochę egoistyczne posunięcie, ale myślę tylko o wyniku poniżej 2:30 a takiego w Berlinie nie byłbym w stanie osiągnąć. Mailowałem z organizatorami i wyszli z propozycją zagwarantowania mi startu w 2015 roku za 30 euro i to bez losowania. Zastanawiam się, ale nie wiem czy dobre będzie bieganie trzech maratonów w pół roku, gdyż już wcześniej miałem zaplanowane inne starty na królewskim dystansie na ten rok.

WALKA TRWA!

…najlepiej usiąść, użalać się i nic nie robić

Tak, często i gęsto podczas wystąpienia kontuzji wielu znajomych biegaczy chce podciąć sobie żyły a w najlepszym przypadku zasiąść za stołem, wcinać schabowe, popijać piwem i użalać się ze sobą. Słyszałem wiele komentarzy, które szczególnie przy lżejszych kontuzjach wołają o pomstę do nieba, „kończę z bieganiem”, „może już nigdy nie będę biegał” itp. Oczywiście kontuzja to nic fajnego i nic przyjemnego, ponieważ wywraca wiele tematów do góry nogami, rozwala w drobny pył cały misterny plan, który idzie wiadomo gdzie i niestety działa negatywnie na psychikę. Łapiemy popularnego doła… i to jest groźniejsze, niż sam uraz. Psycha, psycha i jeszcze raz psycha… siada głowa i robi się problem. Oczywiście uraz urazowi nie równy i nie można wrzucać wszystkiego do jednego worka, ale można a nawet trzeba coś zrobić, by wszystko, co wypracowaliśmy nie legło w gruzach…

Najważniejsze, żeby „serducho” i cały układ sercowo naczyniowy był regularnie bodźcowany. Serce musi pracować, należy mu przypominać jak to było za czasów, kiedy normalnie trenowaliśmy i takie działanie przybliży nas i ułatwi do szybkiego wejścia w trening po wyleczeniu kontuzji.

Oczywiście, jak pisałem wcześniej, kontuzja, kontuzji nie równa i możemy mieć „zepsute” różne partie ciała, ale należy szukać alternatywy i zastępczych środków treningowych, których całe szczęście jest multum. Należy tylko chcieć i ruszyć tyłek a nie siedzieć i płakać…

1900163_751714091538407_5102288074783795102_n

Rower – jak nasz aparat ruchowy może pracować podczas jazdy na rowerze, można śmiało spróbować tej formy aktywności ruchowej. Nie mam jednak na myśli turystycznej jazdy po deptaku holenderskim rowerem, ale normalny „prawie” kolarski trening, tak żeby serducho popracowało, jak należy. Co można zrobić na rowerze? Praktycznie wszystko. Podjazdy, ciągłe, interwały, wycieczki. Wystarczy tylko ubrać pulsometr i popatrzeć, jak intensywnie pracuje nasze serce podczas treningu dajmy na to 10 x 1km pod górę na twardym przełożeniu. Gwarantuję, że można się mocno zmęczyć. Tempo, drugi zakres, trzeci zakres? Jak najbardziej. Wystarczy porządnie pokręcić i kontrolować parametry serca, żeby uzyskać podobny efekt. Oczywiście rower to nie bieganie, ale może pomóc nam w utrzymaniu jako takiej formy. Tu jednak należy zwrócić uwagę na dobre ustawienie maszyny i porządną gimnastykę rozciagającą po zakończeniu rowerowania. Czwórki i łydki szczególnie mocno dostają podczas jazdy na rowerze, więc o nie należy jak najbardziej zadbać.

pas

Pływalnia – zwana potocznie basenem. „…ale ja nie umiem pływać”. A kto każe pływać. „…ale ja się męczę po przepłyniećiu długości basenu” … i o to chodzi. Tętno rośnie, serce pracuje, mięśnie pracują i tym samym „forma” nie spada na łeb, na szyję w dół ale jest w pewien sposób utrzymywana. Pas „aqua jogger” to element, w którym możemy biegać w wodzie. Można się zmęczyć i to bardzo. Jak nie mamy pasa, nic straconego. Możemy przecież… pływać. Na większej większości pływalni są do dyspozycji różne deski.

deska-do-plywania-osemka

Taką o to zabawkę wkłądamy między nogi i wiosłujemy na samych ramionach a z powrotem… albo zmieniamy deskę na zwykły model, albo łapiemy ją dłońmi i drałujemy na samych nogach. Kolejna długość luźno, spokojnie, delikatnie… odpoczynkowo. Możemy wykonać dodatkowo różne inne ćwiczenia, możemy wykonywać przyspieszenia, mocne i krótkie odcinki, lub pływać pod wodą… Jest tyle opcji do dyspozycji, więc śmiało możemy zamienić trening biegowy na trenig pływacki, tylko trzeba chcieć i wziąć się w garść a nie gadać, że nie umie się pływać itp. bo to guzik prawda.

1555323_751714044871745_300772985026552853_n

Siłownia – to chyba najprosztsze i najbardziej uniwersalne rozwiązanie, ale niestety nielubiane i można śmiało powiedzieć, że znienawidzone przez większość moich znajomych udogodnienie i urozmaicenie treningu. Kto regularnie kilka razy w tygodniu wykonuje ćwiczenia siłowe i stabiliacyjne w domu – ręka do góry… tak, widzę las… krzyży. Duży pokój, karimata, kocyk i jazda z tematem. Nie trzeba nigdzie iść, wystarczy pracować oporem własnego ciała. Grzbiet, brzuch, nogi, ramiona. Stabilizacja… ale niestety nie chce się dupy ruszyć, bo … bo to jest męczące i nie da się rady. Jak nie możemy biegać wystarczy przeznaczyć po 30 – 40 minut dziennie na porządną gimnastykę siłową, ale trzeba chcieć a nie siedzieć w domu i płakać. Kto mając kontuzję zamienił beganie na siłę w domu na dywanie? …a brzuchy rosną i potem coraz ciężej jest wejść w trening. Przeciwnicy kopią w tyłek i to, co się wypracowało można wyrzucić do kosza… cóż…

10408105_751714061538410_8152063124558722896_n

Płotki… PCV i po temacie. Prosto i bardzo skutecznie. Przy okazji pracujemy nad techniką biegu, rozciągamy obręcz biodrową i wzmacniamy mięśnie nóg. Taki zestaw możemy rozłożyć  piwnicy, w ogródku czy w lesie i hasać o ile oczywiście stan naszego zdrowia nam nie przeszkadza. Chcieć to móc!

Podsumowując… najgorzej jest usiąść, użalać się nad sobą i nic nie robić, bo mam kontuzję…

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.

Partnerzy

 

 pomorze-biega2RG logo

 

 

 

logo_dietamed_nowe

 

 

gdynia sport

 

LOGO_UKS_7 - Kopia

 

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 ZAPYTAJ TRENERA

 

 

 

Piomarlogo

logoglowne