…keep on running…

dresden (half)marathon

10703961_879686118748617_3115265547187643845_n

Dobry trening nie jest zły a trening podczas zawodów jest dobry do kwadratu. Raz, że mobilizuje do mocnego biegania, dwa, że zawsze są punkty odniesienia, np. inny biegacz którego trzeba dogonić a trzy, że w grupie, grupach biega się o wiele łatwiej niż samemu.

20141018_113744

Generalnie ten bieg miał być inny, miałem biegać maraton, ale cóż… rzeczywistość pokrzyżowała plany i zamiast mocnego startu pobiegłem bardzo mocny trening na dystansie half, czego nie żałuję i z czego bardzo się cieszę, bo to był bardzo dobry trening.

20141017_182543

…ale od początku. Do Drezna wyruszyliśmy w czwartek wieczorem. Pojechaliśmy do Malborka odstawić futrzaki do Teściów, zostaliśmy tam z Iwoną na noc i w piątek z rana ruszyliśmy do Cedrowego Dworku po Bartka, który jako jedyny w naszym towarzystwie startował na królewskim dystansie z planem łamania 3 godzin… a dosadniej zbliżenia się do 2:50. Zabraliśmy Bartka na pokład i naszym Turankiem obraliśmy kierunek > Germania. Jechało się dobrze, po raz kolejny stwierdzam, że polskie drogi są coraz lepsze i coraz lepiej się nimi jeździ, chociaż wygodniej było wybrać opcję „by plane”, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

20141018_112647

Drezno przywitało nas piękną pogodą. Była to złota, chciałoby się powiedzieć, polska jesień. Było ciepło i słonecznie. Zalogowaliśmy się w apartamencie i poszliśmy na „essen” do lokalnego domu towarowego, gdzie znaleźliśmy bardzo sympatyczną makaronową knajpkę z dobrym niemieckim browarem. Po obiadku, krótki spacerek i spać…

20141018_120714

W sobotę z rana, po śniadanku udaliśmy się na tradycyjny rozruch. Było tak ciepło, że ubraliśmy się na krótko i ruszyliśmy na zwiedzanie miasta…

20141018_111858

20141018_112605

20141018_113108

20141018_120343

Kilka kaemów luźnego rozbiegania, krótka gimnastyka i przyspieszenia… to wystarczyło, żeby stwierdzić, że noga się kręci i odpukać nic nie boli a to najważniejsze, bo przez moje ostatnie przypadłości zdrowotne nawet bieg na dystansie 21km był pod wielkim znakiem zapytania… teraz było git.

20141017_190605

Prysznic, biuro, numerki… i tu wielkie zaskoczenie, niestety na minus. W biurze zawodów praktycznie nikt nie szprechał po angielsku. Szok. Wszyscy spikali po niemiecku i ciężko było się dogadać a miałem do rozwiązania dość skomplikowany problem, szczególnie ciężki do wytłumaczenia po polsku a co dopiero w zagramanicznym języku. Tu z pomocą przyszedł mi Janusz, dobry kolega z biegowych tras, można powiedzieć ze „starego forumowego składu”, który szybko i sprawnie załatwił pozytywnie całą sytuację. Dzięki Buddy.

W tak zwanym międzyczasie, Paweł z Basią, nasi znajomi z Krakowa zrobili Bartkowi niespodziewankę pojawiając się niezapowiedzianie w drzwiach hotelu, więc była nas już wesoła piątka i zrobiło się bardzo sympatycznie, może z wyjątkiem wizyty w jednej knajpce, kiedy po zapłaceniu rachunku kelner (dobrze, że tego nie słyszałem) powiedział do nas… „spasiba…” hmmm…

1506575_879637115420184_8160677845070953004_n

…niedziela, zero stresu. Humor dobry na maxa i zero strachu przed czekającym mnie zadaniem. Był mega luz. Cel jaki sobie postawiłem to przebiec bezboleśnie poniżej 1:20, czyli generalnie turystycznie, krajoznawczo i rekreacyjnie. Wychodziło to po jakieś 3’47/km czyli można powiedzieć, że to męski drugi zakres. Ostanio nie pamiętam kiedy biegałem na takich prędkościach, ale… mój trening MTB odpowiednio przygotował mnie do pracy z taką intensywnością, więc nie obawiałem się, czy serducho da radę, tylko czy nogi poniosą.

Start maratonu i półmaratonu zaplanowano na 10:30 (późno!) a dycha szła 30 minut wcześniej. Na 10km biegła Iwona, więc najpierw odprowadziliśmy ja na start a 30 minut później wraz z Bartkiem i Pawłem, który tak jak ja biegł połówkę stanęliśmy na kresce…

20x30-DMCE0068

Ruszyliśmy… plan był prosty, jak wyżej pisałem, biec w okolicy 3’50 – 47/km i spokojnie obserwować sytuację. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Pierwszy km 3’50, drugi 3’38, trzeci 3’40… nudy… Postanowiłem więc zmieniać grupy z jednej na drugą, więc po 2km w towarzystwie dwóch Kenijek znalazłem kolejną „Frau” i kolejną… aż dogoniłem do pani z numerem 20016, którą prowadziła rowerzystka z tabliczką „2. frau” czy jakoś tak. Wiedziałem, że to druga kobieta, więc postanowiłem zabrać się z nią kilka kilometrów. Tempo nie było specjalnie szybkie, było można powiedzieć bardzo komfortowe i krajoznawcze, czym byłem dość mocno zaskoczony. Pierwsze 5km zrobiłem w czasie 18’38, na 10km miałem 37’15, czyli biegłem dość równo. Po 10km bardzo nieznacznie podkręciłem tempo i na 15km zameldowałem się z czasem 55’40. Po tym czasie wziąłem sprawy w swoje nogi i zacząłem biec… chciałem zobaczyć, jak będę się czuł na ostatnich 6km i czy uda się coś wydusić.

20x30-DMDJ3779

Udało się… noga w końcu zaczęła się mocniej kręcić i złapałem gigantyczny luz. Kolejne kilometry wychodziły odpowiednio 3’37, 37, 34, 28, 21, 19… i mijałem lewym pasem, jak na autobanie kolejnych biegaczy. Biegło się naprawdę bardzo, bardzo dobrze i bardzo, bardzo luźno, czym byłem mocno zaskoczony. Ostatnie 5km wyszło po 3’30/km, co oczywiście nie jest czymś wielkim, gdyż z taką prędkością powinienem przebiec maraton, ale jak nie było dane mi trenować przez prawie 2 miesiące to niestety… jak się nie ma tego, co się lubi, to się lubi, co się ma.

20x30-DMDN0034

Ostatecznie na mecie zameldowałem się z czasem 1:17’17 i tym samym zrealizowałem  z dość dużym zapasem plan minimum z czego jestem bardzo zadowolony.

Treningi rowerowe nie poszły w las, chociaż jeździłem właśnie w lesie a bodźce przeze mnie dobierane przyniosły zamierzony efekt na niemieckim sprawdzianie. Jestem w 110% przekonany, że jakbym nie kręcił tyle co kręciłem, czy bym tylko jeździł, nie pobiegłbym takiego czasu i nie kończył biegu z takim zapasem i na tak dużym luzie.

1902941_879691008748128_673672481864669083_n

Co do samej organizacji i trasy biegu. Było naprawdę na niemieckim porządnym poziomie. To, co zawsze mi imponuje na zachodnich imprezach to kultura biegaczy. Nie ma tam takiego, przepraszam za słowo, buractwa, jak u nas i każdy z zawodników szanuje zarówno organizatora, jak i rywala. Prosty przykład… kilka minut do startu, zawodnicy ustawiają się na kresce i niestaty stoją za blisko mat, które zaczynają piszczeć… Wychodzi jeden pan, i prosi, żeby wiara cofnęła się o 2 kroki… co robią ludzie? a) cofają się, b) przeklinają i marudzą, c) nie przesuwają się… Oczywiście, nie jest to Polska, więc ludzie grzecznie cofają się o 2 kroki i sytuacja jest rozwiązana. Wpisowe, maraton 50 eurasi, połówka 40 eurasi, dycha 17 eurasi + 5 za wypożyczenia chipa a w pakiecie… ulotki, uloteczki, foldery i folderki reklamowe. Tak, tak. Żadnej koszulki czy nie wiadomo czego, chcesz koszulkę „bezahlen” i to jest tak jasne jak słońce. Oj daleko nam jeszcze do tego, daleko…

Trasa szybka i płaska. Można na niej pobiec naprawdę dobry wynik, pod warunkiem że nie ma upału, a w niedzielę było ciepło i nie wieje zbyt mocno, a w niedzielę wiało dość odczuwalnie, co niestety wpłynęło na wyniki czołówki. Czarni ugotowali się i pobiegli po amatorsku 2:18, 19 a trzeci zawodnik na mecie miał czas… uwaga, uwaga… 2:39:51 i coś mi się wydaje, że z moim brakiem formy mógłbym z tym zawodnikiem powalczyć…

received_724362174317594.jpeg

Bartek pobiegł również bardzo dobre zawody, co prawda do zakładanego czasu zabrakło kilka minut a czas 3:01:36 odbiega od planów, ale PB poprawiona o 18 minut może cieszyć, szczególnie w tak ciepłych warunkach, więc należą się wielkie gratulacje za walkę i rezultat.

Reasumując, to był dobry trening, z którego jestem zadowolony. Prawdziwy sprawdzian 16 listopada i tam nie będzie tak rozowo i wesoło. Co mnie czeka…

bgk

…super, extra fantastyczna pogoda. Cóż, zpowiada się jeden z najcięższych maratonów w mojej karierze i coś czuję, że ubiegłoroczna Majorka to był spacerek…

WALKA TRWA!

Bieganie boli. Lepiej zaakceptuj to na początku, bo w przeciwnym razie nigdzie nie dotrzesz. –
Bob Kennedy

Bno

20141006_161256

Mogę powiedzieć, że pobiegałem (troszku) w minionym tygodniu i nie było aż tak źle. Było nawet całkiem dobrze i pozytywnie, chociaż 100% komfortowo to nie było. Sam tydzień zaczął się bardzo ciekawie, bo obiecałem mojemu trenerowi, który prowadził mnie w orienteeringu, że ustawię 11 punktów w lesie na trening. Oczywiście profilaktycznie przypomniałem, że w lesie nie byłem dobre 10 lat czy więcej, pewność nie ta i nie biorę 100% odpowiedzialności, że las dobrze stanie. Powiem, że nawet się przejąłem tym bo to niby tylko trening, ale odpowiedzialność duża.

20141006_161329

Oczywiście, żeby było śmieszniej nie mogłem znaleźć kompasu, więc raz, że …pewność nie ta, to jeszcze brak kompasu dodatkowo utrudniał zadanie. Miałem z drugiej strony cichą nadzieję, że mój coach wymyślił w miarę łatwe punkty a tu niestety… nic z tych rzeczy. Jak spaść to z wysokiego konia… zapowiadał się więc bardzo hard spacer po lesie a raczej marszo bieg. To nie koniec atrakcji, oczywiście nie ustawiłem lasu, jak byłem na urlopie i miałem praktycznie nieograniczoną ilość czasu, ale musiałem zrobić to po pracy w pochmurny i ciemny dzień… no cóż. No risk – no fun.

20141006_175329 - Kopia

Tak  wygląda legenda, czyli opis punktów kontrolnych. Te z kropkami miałem ustawić, czyli w telegraficznym skrócie… nosek, mulda, mulda, płaska mulda, mulda, róg granicy kultur (wewnętrzny – chyba tak to się nazywało), bagienko – południowa część, mulda, mulda, głęboka niecka (?), nosek, głęboka niecka (?), mulda, bagienko (północna część), mulda. 29 pk, nie stawiałem. Czyli wesoło. Same muldy a ja z „muld byłem słaby” . Nie było jednak wyjścia, trzeba było iść i zrobić swoje…

20141006_170110

Las wita was… na zdjęciu powyżej, ścieżka zarośnięta paprociami i po takich ścieżkach często i gęsto przyszło mi ganiać. Ech… w każdym razie było wesoło i ciekawie. Na każdy punkt wchodziłem kilka razy, żeby się upewnić, czy dobrze go stawiam a i tak w przypadku kilku muld 100% pewności nie miałem. Czy 50 m w prawo, czy 50 m w górę, czy może w dół… o top jest pytanie. Jak w przypadku granicy kultur, bagienka, niecki problemów nie było tak z muldami zawsze jest… W tym czasie dodatkowo prowadzone są roboty leśne, więc wszędzie leży mnóstwo pociętych gałęzi, które znacznie utrudniają przemieszczanie się.

20141006_163055

Biegało a raczej maszerowało się z przerwami na bieg, lub odwrotnie całkiem sympatycznie, chociaż lekko przerażał mnie totalny brak pewności i czułem, że to nie jest to, co w końcówce lat 90 – tych, kiedy fajnie mi się biegało i co najważniejsze nie musiałem się co chwilę zatrzymywać, by czytać mapę i obierać miejsca do zaatakowania punktów. Zupełnie wypadłem z obiegu… brak kompasu dodatkowo utrudniał zadanie, ale było fajnie.

20141006_172619

Przypomniały mi się stare dobre czasy, kiedy przez 10 lat bawiłem się w tą dyscyplinę sportu. Najfajniejsze w niej jest to, że nie ma tam powtarzalności. Każda trasa jest inna, nawet jak zawody czy trening rozgrywane są w tym samym miejscu. Każdy zdany jest sam na siebie i sam musi pracować głową i nogami na bardzo dużym zmęczeniu. Nie można tu, jak na szosie włączyć tempomatu 3’00/km i trzymać… trzeba myśleć, myśleć i jeszcze raz myśleć, bo o błąd bardzo łatwo, szczególnie jak organizm działa już na oparach i ciężko jest się skoncentrować na czymkolwiek.

20141006_170334

Trochę się nagimnastykowałem, wszystko udało mi się ustawić i okazało się, że punkty stały dobrze, czego się najbardziej obawiałem… To było bardzo fajne oderwanie od normalnego, codziennego biegania, oraz myślę że dobry wstęp do rozpoczęcia treningów…

Oprócz BnO zrobiłem kilka rozbiegań w tym jedno 22 km, podczas którego biegło się całkiem dobrze, mocniejszą dyszkę na HR 160 i krótkie rozbieganie. W sumie wyszło 76 km, czyli wdrożeniowo i spokojnie. Noga… może nie bolała, bo nie bolała, ale czułem kilak razy lekki dyskomfort, więc nie jest jeszcze w 100% dobrze ale nie jest również źle. W każdym razie do końca sezonu bliżej niż dalej i mam nadzieję, że jeszcze chwilę uda mi się pociągnąć ten wózek.

Wracając do BnO, zapraszam na fajną stronkę www.zielonypunktkontrolny.pl na którym można pobrać mapki z trasami. Mapa na której stawiałem trening znajduje się pod tym LINKIEM, więc jakby ktoś miał ochotę spróbować co to znaczy orienteering, zapraszam. Gwarantuję super zabawę.

323km – liczba tygodnia

…to był dobry tydzień, który zakończyłem z liczbą 323 km w nogach. Tak, 323 km. Sporo? Całkiem, całkiem. Oczywiście nie wybiegałem tyle, ale wyjeździłem na moim Excaliburze korzystając z wolnego tygodnia, który miałem do dyspozycji.

20140930_110730

Było mocno, momentami bardzo mocno, bez odpuszczania i luzowania, ale każdy trening był przemyślany i ułożony tak, by wszystko układało się w jedną całość. Nie było (prawie) przypadkowych akcentów, więc mogę powiedzieć z ręką na sercu, że w końcu trenowałem. Co mnie skłoniło do takiej orki, chociaż dla kolarzy to bułka z masłem i bardziej wprowadzenie do treningu, niż porządna robota, ale dla maratończyka nie koniecznie. No właśnie… kilka przemyśleń i mały bagaż doświadczeń z ubiegłego roku, kiedy to przygotowywałem się do trajlonu.

20140929_095130

Pływając i jeżdżąc na rowerze spokojnie utrzymywałem wydolność na wysokim poziomie, powiem więcej – małym kilometrażem biegowym a dużym, oczywiście przemyślanym rowerowym podbijałem ją o kilka leveli wyżej niż myślałem. Najlepiej było to widać w marcu, kiedy po dość długiej i upierdliwej kontuzji, która mnie wyeliminowała z biegania i rowerowania tylko i wyłącznie pływałem… 5 x w tygodniu po około 3 km i więcej… Na luzie, w tlenie pobiegłem połówkę w W-wie w 1:19:30 prowadząc koleżankę… i czułem, że spokojnie mogę przycisnąć i urwać z tego kilka minut. Podobnie było w lipcu i sierpniu, kiedy z dużego roweru i dużego pływania biegałem ciągłe na czarnej po 3’40 – 45 na „żadnym” zakwaszeniu, a wejście w trening do maratonu było tak przyjemne jak nigdy wcześniej. Wytrzymałość to wytrzymałość i wydolność to wydolność, więc czy robi się to na rowerze, w wodzie czy na wiosłach to jest to samo. Oczywiście nie można tego porównać z przełożeniem na czucie mięśniowe, prędkość, czy sam bieg, bo tu swoje trzeba wytuptać, ale jak serducho, płuca są cały czas bodźcowane, to w dużej mierze wystarcza. Jaki z tego morał? Jeżeli jest kontuzja (odpukać) a możemy pływać czy biegać lub wiosłować róbmy to – koniecznie róbmy to bo w przeciwnym wypadku wejście i powrót do treningu biegowego będzie drogą przez mękę…

20140929_095144
20140929_095621

20140929_095755 20140929_100218

20140929_100445

Wytrzymałość to wytrzymałość i tu nie ma wielkiej filozofii, oczywiście jeżeli nie przekombinuje i nie zrobi się czegoś głupiego, co zrujnuje nasz organizm. Metody kształtowania wytrzymałości są dwie. Metoda ciągła i metoda przerywana. Ciągła może być o jednostajnej lub zmiennej intensywności a metoda przerywana może być w formie powtórzeń lub interwałów. Proste? Taaakkkkk…..

20141005_135711

Wracając jednak do treningu. Poniedziałek rozpocząłem spokojnym rozjeżdżeniem. Luźne 42 km do Pucka i z powrotem. Trochę po szuterku, trochę po lesie, trochę po szosie. Odwiedziłem przy okazji nowe miejsca jak np. Osadę łowców fok, po której pozostałości znajdują się kilkanaście kilometrów ode mnie. We wtorek była siła…

podjazdy

…czyli zabawa kadencją, przerzutkami, stawanie na pedały, różnie, zmiennie i co najważniejsze NIEmonotonnie. Po 8 podjazdach o długości 1,2 km każdy była twarda jazda z mocniejszym siłowym deptaniem na podjazdach. Było naprawdę mocno i hardcorovo, ale tak a nie inaczej miało być. Ostatnio ten element treningu robiłem ponad 2 tygodnie temu i jeździło mi się wtedy znacznie ciężej. Teraz była moc i depnięcie. Suma sumarum 40 km i dwie godziny pracy. Tego potrzebowałem.

20141001_115022

Środa trening, który wykonywałem regularnie na szosie i który dał mi największe efekty, podobnie jak w bieganiu, czyli DUŻA ZABAWA. To jest jeden z moich ulubionych akcentów i nie jest istotne, czy mam biegać, czy kręcić. Trochę pomyliła mi się ilość odcinków a wszystko przez to, że zwiedzałem las i musiałem koncentrować się gdzie pojechać, ale zamierzony efekt osiągnąłem. Dyszka rozjazdu i odcinki cztero i pięcio minutowe. 4M na większej kadencji, 5M na mniejszej, twardziej i ciężej. Zmęczyłem się i to dość solidnie. 43 km w nogach i 1:54 czasu spędzonego na siodełku. Działo się.

20141002_114610

Czwartek po dwóch mocnych jednostkach trzeba było odsapnąć i zrobić rekreacyjny, ale dłuższy trening. 51 km swobodnego, miękkiego krajoznawczego kręcenia i 2:40 na siodełku. Jak teoretycznie tyle pobiegłbym w Bangkoku na maratonie byłbym bardzo zadowolony. teoretycznie, bo praktycznie to moja noga musi zacząć współgrać.

20140929_103536

Piątek mocny, solidny, trzeci zakres. Trzy razy 10 minut bez opierdzielania się. To tak, jakbym biegał trójki po 3’20/km. Dodatkowo wybrałem się wieczorkiem an drugi spokojny i lekki trening, chociaż w pewnym momencie musiałem ostro się sprężyć, bo … drugi kolarz siadł mi na koło! Nie dałem się. Moja 29 calowa górska bestia dała radę.

20141003_122223

Sobota dzień kota. Znów spokojne, lekkie WR1. Dwie godzinki turystyki rowerowej. Można powiedzieć, że odpoczynek przed niedzielą, która zapowiadała się, jak dla mnie najciężej. Ruszyłem na Zbychowo dalej na NDW do jeziora Borowo, przez Ustarbowo, Sopieszyno, Pętkowice aż do Bolszewa. Bardzo fajna trasa, sporo z górki, sporo pod górkę, praktycznie wszystko w lesie. Było co robić.

20141004_105932

20141004_110316

20141004_110537

20141004_110603

20141004_111352

20141004_112711

Niedziela trasa Reda – Dębki przez Wejherowo, Piaśnicę, Warszkowo, Nadole i Wierzchucino. Około 50 km w tym 40 km mocno, tlenowo na HR w okolicy 160 bpm. Noga podawała strasznie. Na 10 km rozjeździe czułem się wyśmienicie, jechało się luźno i swobodnie, po 10 km ruszyłem niebieską trasą rowerową i starałem się trzymać HR 160. Oczywiście lekko nie było, gdyż raz  było w dół, raz w górę a HR nie jest idealnym parametrem do określenia intensywności jazdy w kolarstwie. Przydałby się czujnik mocy w korbie i kiedyś na pewno zainwestuję w tą zabawkę. Dlaczego moc?

v hr

…widać na załączonym obrazku. Niebieski wykres to prędkość, czerwony tętno. Widać doskonale jak HR skacze raz w dół, raz w górę a moc… moc można trzymać założoną zarówno jadąc w górę, z góry czy na płaskim. To wyższa filozofia, ale trzeba i będzie się z nią zapoznać. W każdym razie jechało się przednio. Noga podawała, wiatr aż tak bardzo nie przeszkadzał, więc można było cisnąć ile fabryka. Na przyszłość będę musiał podszkolić się w technice jazdy, gdyż z tym są jeszcze problemy, szczególnie przy wchodzeniu w zakręty, ale kolarzem nigdy nie byłem… Trening wyszedł bardzo dobrze. Średnie tętno wyniosło 158 ud / min a prędkość 27 km/h. Oczywiście HR w bieganiu jest wyższe niż przy rowerowaniu i nie ma co tych dwóch elementów porównywać, jeżeli nie zna się progów i stref intensywności, gdyż można się przeliczyć.

20141005_135424

20141005_141819

Po treningu obowiązkowa krioterapia w wodach Bałtyku. Woda była naprawdę zimna, ale było super. Łydki, ścięgna i mięśnie po takiej porcji zimna czuły się jak nowo narodzone. Jako, że fali nie było, jak tydzień temu, można było wejść troszkę dalej i wymrozić prawie całe czworogłowe.

…co dalej? W poniedziałek wyjdę potruchtać i zobaczę, czy głowa przyśrodkowa lewej czwórki chce współpracować, czy nie. Przez tydzień chodziłem na zabiegi, czyli na ultradźwięki i laser wysokoenergetyczny oraz mroziłem i stosowałem wcierki. Nie przebiegłem ani kilometra a przy jeżdżeniu nie czułem ani przez chwilę bólu. Podobnie przy chodzeniu czy przy ucisku. Było ok. mam nadzieję, że limit kontuzji na ten rok już wyczerpałem i wrócę do normalnego biegania, chociaż przez ostatni tydzień zachwyciłem się MTB. Mając takie tereny, jakie są u nas, tyle możliwości wybierania tras można przerobić naprawdę solidną robotę. Jedynym ograniczeniem niestety jest czas i zbliżająca się jesienno zimowa pora…

Twoje ciało nie chce tego robić. Kiedy biegniesz ono mówi Ci aby się zatrzymała. Dlatego Twój umysł musi być silny. Zawsze posuwasz się za daleko dla Twojego ciała. Musisz znieść ból, obrać odpowiednią strategię na pokonanie go… Tu nie chodzi o wiek, nie chodzi o dietę. Chodzi o to jak bardzo chcesz osiągnąć sukces. Jacqueline Gareau

keep-calm-and-run-42195-m

Gratulacje dla moich podopiecznych, którzy dzielnie walczyli w miniony weekend na „maratońskim froncie”.

W Warszawie Grzesiek uzyskał nowy PB i przeskoczył z 2:56:28 na 2:52:57, Wojtek z 3:34:52 na 3:21:31 a Darek z 4:01:37 na 3:42:58.

Berlin był bardziej pechowy dla nas wszystkich. Mnie i Krzyśka wyeliminowały „głupie” kontuzje, ale za to Jarek ustanowił tam nowe PB wynoszące od dziś 3:11:29 (poprzednie wynosiło 3:18:10). Kamil, który wystartował z poważną kontuzją pleców dobiegł do mety z czasem 3:34:02, Małgosia zamieniła stare 3:57:14 na nowe 3:46:18 a Nikolaosowi odnowiła się kontuzja mięśnia dwugłowego i od 16km truchtał zamykając zegar na 3:56:50. Nikolaos – będzie dobrze i jeszcze napijemy się piwa w Bostonie !!!

Gratulacje dla wszystkich, którzy przekroczyli linię mety tego magicznego dystansu.

Maraton to maraton. On nie wybacza błędów i bardzo mocno ukazuje nasze słabości oraz błędy w przygotowaniach. Maraton nie jest zdrowy, nie jest fajny, lekki ani przyjemny. Maraton boli i nakazuje organizmowi wspiąć się na wyżyny. Niestety maraton uzależnia…

Jeszcze jedno zdanie co do Berlina czy Warszawy. Świetne wyniki, świetne rezultaty, ale jak dla mnie to „teatr jednego aktora”. Może w W-wie była rywalizacja, bieg pościowy, ale w Berlinie od A do Z bieg jednego zawodnika na WR. Czy jest to fajne? Może tak a może nie. Czapki z głó dla biegaczy osiągające takie wyniki, jak zwycięzcy w Niemczech czy w Polsce, ale czy to jest prawdziwe, wielkie ścigańsko, które chcieliby oglądać kibice? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi, ale to co to jest ściganie od a do z, można było obejrzeć podczas Mistrzost Świata w Kolarstwie, kiedy po ponad 6 godzinach z minimalną przewagą nad pozostałymi zawodnikami finiszował Michał Kwiatkowski. Chciałbym oglądać takie zmagania maratońćzyków, kiedy na ostatnich kilkuset metrach ściga się kilkunastu biegaczy…

Nie możesz stać się numerem jeden z dnia na dzień ani nawet w ciagu kilku lat… Będziesz przegrywać wiele biegów i musisz to zaakceptować, wyciągnąć z tego wnioski i wierzyć, że wygrasz następnym razem, biorąc pod uwagę, że masz szansę następnym razem znów przegrać… Cały czas musisz wierzyć, że następny raz wygrsz…aż do dnia, kiedy to się stanie. Paula Radcliffe

GRATULACJE !!!

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.

Partnerzy

 

 pomorze-biega2RG logo

 

 

 

logo_dietamed_nowe

 

 

gdynia sport

 

LOGO_UKS_7 - Kopia

 

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 ZAPYTAJ TRENERA

 

 

 

Piomarlogo

logoglowne