…keep on running…

wełna

owca

Czytając różne wpisy na różnych forach, najróżniejszych stronach w temacie zimy i biegania zimą przyszło mi do głowy kilka myśli, głównie w temacie ubioru w ten (nie) przyjemny dla biegacza czas. Czy to czas nieprzyjemny, czy przyjemny zależy kto co lubi. Jeden będzie narzekał na + 30 C inny na – 10 C. Jeden lubi biegać w lesie inny w śniegu. Jednemu przeszkadza, że biegając w śniegu spada średnia na km, inny ma to w nosie i wie, że to mu prędzej czy później odda, kiedy wejdzie na suchy i czarny asfalt.

Dwa zdania o ubiorze. O ubiorze w zimę. Nie będę pisał, jak to było ponad dwadzieścia lat temu, jak biegaliśmy w zwykłych trampkach i bawełnianych dresach, koszulkach, bluzach, ortalionach po kolana  w śniegu, bo kto tak nie trenował nie zrozumie i nie uwierzy, że tak się biegało, znaczy się trenowało. Nie było kiedyś membran gore, wind, clima itp. itd. Było co było a że nic nie było to człowiek był szczęśliwy, że mógł biegać i to w zupełności mu wystarczyło.

Czytaj dalej

95 dni…

Jak to się mówi „bliżej niż dalej” … i właśnie tyle czasu zostało do startu w North Pole Marathon, który odbędzie się 9 kwietnia. Nie będę ściemniał, ale ten start spędza mi sen z powiek i dziwi mnie to szczególnie, że na luźno i na miękko podchodzę do wszystkich startów, w których biorę udział. Generalnie od pamiętnego Dębna 2009 przestałem się stresować jakimkolwiek maratonem… Dlaczego piszę „pamiętne Dębno”… ponieważ był to wielki przełom w mojej maratońskiej psychice… 

Czytaj dalej

australijskie bicze

Dzień przed wylotem poszliśmy sobie na długi, plażowy spacerek wzdłuż najładniejszych australijskich plaż. Na początku musieliśmy dojechać do Coogee Beach, skąd z buta szliśmy na północ w kierunku sławnej Bondi Beach. Było ciepło, słonecznie i błogo. 

Od początku do końca naszej wycieczki co chwilę przystawaliśmy na focenie wszystkiego, co można focić. Począwszy od plaży, przez fale, opalające się panie, ratowników, deski surfingowe, pływalnie odkryte czy tablice ostrzegawcze. Nawet dwa razy udało mi się zanurzyć zadek w oceanie, który był dość zimny, a woda w zależności od lokalizacji oscylowała w przedziale 18,5 C – 20 C. Do tego cały czas była dość duża fala, ale to stanowiło niebywałą atrakcję. Było GIT!

Czytaj dalej

Kangaroo, Dugong, Shark, Fish – animal planet w Sydney

img_0569

nawigacja

ZOO zaliczone, Koala Park zaliczony, misie pogłaskane, kangury nakarmione, zakupy u Chińczyków zrobione, Wioska Olimpijska zaliczona, Góry Błękitne zwiedzone, Opera klepnięta. Do pełni szczęscia został jeszcze targ rybny, czyli fish market, oceanarium oraz spacerek nad najpiękniejszymi plażami Australii zwanej przez niektórych Austrią. 

Żeby nie było, jeszcze został jeden punkt wycieczki i to punkt kulinarny pod wdzięczną nazwą „Kangaroo Kanga Bangas”, czyli parówki z kangura. Jedyną osobą, która była w stanie (poninę szczegóły dotyczące oskórowania) był Qzyn, który własnoręcznie za pomocą noża,patelni i kija zwanego łyżką… ech… z resztą nie mogę o tym pisać. 

Czytaj dalej

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.