…keep on running…

enjoy orienteering

11169419_871363019573513_6004916544958113281_n

Wystartowałem, dobiegłem, nie miałem NKL i złapałem tylko jednego kleszcza i zaliczyłem tylko jedną spektakularną glebę, której dobrze, że nikt nie widział. To tak w telegraficznym skrócie imprezy, w której startowałem w długi majowy weekend. Oczywiście imprezy na orientację, czyli Pucharze Bałtyku, organizowanym przez UKS Siódemka Rumia. Była to trzy dniowa impreza trwająca od piątku do niedzieli włącznie, czyli były trzy dni mocnego, leśnego biegania. Tak dla ciekawości dodam, że ostatnio „wyczynowo” ścigałem się w BnO ponad 15 lat temu a dokładniej w latach 1990 – 2000, czyli dość dawno. Co prawda raz w roku wybieram się na mapę, ale raczej potruchtać po drogach, niż rywalizować w zawodach, więc tym bardziej ten start zapowiadał się bardzo ciekawie.

11204873_871806342862514_7515660044791250179_n

Zgłosiłem się do kategorii M35, chociaż organizator sugerował, żebym poszedł w M21E, czyli w popularnej „elicie”, ale to mogłoby się źle skończyć. Oczywiście nie dla mnie, ale dla orgów, bo musieliby mnie szukać dość długo, jakbym przypadkowo zgubił się w lesie. W każdym razie zapisałem się i czekałem na start bardziej niż na jakiś ważny maraton, nie mówiąc o stresie, który lekko mnie zżerał, jak przysłowiowego juniora. Nie wiedziałem, czego mogę się po sobie spodziewać. Noga była jako taka, ale bałem się, że głowa nie będzie za nią nadążała i będę latał po lesie, jak Żyd po pustym sklepie.

Organizator dla mojej kategorii wiekowej zaplanował w pierwszym dniu trasę o długości 3,9 km z 12 punktami kontrolnymi do zaliczenia. Długość oczywiście w linii prostej. W realu wychodzi to trochę więcej. Skala mapy 1:7500… i przyznam się, że na takiej mapie nigdy nie biegałem. Zazwyczaj były to piętnastki, dyszki a na parkowych piątki, ale 7,5 wprowadziło mnie w lekkie zaniepokojenie i tak niestety było. Noga szła a głowa zostawała z tyłu, ale o tym za chwilę.

2015-05-01 15.38.38 HDR

Po dojechaniu na miejsce zawodów, odebraniu chipa, numeru startowego i wprowadzenia w stan lekkiego zdziwienia wielu osób, które nie spodziewały się mnie w takim miejscu ruszyłem na rozgrzewkę, gdzie widziałem znów zaciekawione spojrzenia starych znajomych, których nie widziałem przez długie lata. Potruchtałem 2,5km, chwilę się porozciągałem, pomachałem kulasami i w mojej minucie startowej wszedłem do boksu. Nic nie zmieniło się od czasów, kiedy skończyłem „karierę”.

2015-05-01 15.38.49

Czyszczenie chipa na wejściu, sprawdzenie chipa w boksie, odznaczenie na liście, pobranie opisów w kolejnym boksie i oczekiwanie na sygnał zegara (powyżej), który kilkoma krótkimi piśnięciami oznajmiał start… pi, pii, piiiiiiii i dzida…

2015-05-01 15.48.16

Oczywiście na samym starcie zamiast w lewo pobiegłem prosto, ale… co tam. Zaczęła się zabawa. Było bosko. Tego było mi trzeba, las, mapa, klimat i zero asfaltu. Starałem się zachować zimną głowę i maksymalnie koncentrować się na mapie. Obierałem, taki miałem przynajmniej zamiar, pewne warianty, a nie walić po kresce. Oczywiście starałem się łapać jak najwięcej dróg, bo w przeciwieństwie do głowy, mocna noga była moją mocną stroną.

11194492_871429919566823_7262851326301092219_o

Tak to wyglądało… jak na wyżej przedstawionym obrazku. W skrócie, na jedynkę za bardzo mnie rzuciło w prawo, potem złapałem bagno i po przecięciu ścieżki wszedłem na punkt. Dwójka, spokojnie drogą, trójka od razu, czwórka… masakra… podpaliłem się i wywaliło mnie za piątką skąd musiałem dużo nadrabiać. Kolejny punkt tez lekko przekombinowałem, znów rzuciło mnie za mocno w prawo… szóstka ok, siódemka… Tu dogonił mnie Jacek, który finalnie wygrał te zawody, ale ja postanowiłem mu uciec. Dałem mocno do pieca na drodze i za późno skręciłem w lewo. Jacek mnie objechał tu jak młodego. Kolejne punkty w miarę czysto, chociaż na 9 lekko znów mnie wyrzuciło, ale taki błąd to prawie nie błąd. Na mecie zameldowałem się po 31 minutach i uplasowałem się na 6 pozycji. Garmin pokazał 5,3 km. Było mega!

2015-05-01 16.18.39

W sobotę rano wszystko mnie bolało. Czułem mięśnie, które nigdy podczas biegania nie bolą, czułem brzuch, grzbiet, ramiona, o nogach nie wspominając. Było prawie jak po maratonie hehe, ale trzeba było się spiąć i ruszyć na kolejny etap. Tym razem do przebiegnięcia była trasa licząca 17 punktów o długości 7,5 km. Czym dłużej tym dla mnie lepiej.

2015-05-01 15.48.55 HDR

2015-05-01 15.59.32

2015-05-01 16.01.35

Oczywiście przyjechałem za wcześnie, więc połaziłem po „terenie zawodów”, rozchodziłem obolałe kopyta, przebrałem się i ruszyłem na start. Dobiegu był niecały kilometr, więc lada chwila byłem na starcie. Chwilka na rozruszanie ramion, nóg, czyli na krótką gimnastykę, koncentracja i … do lasu!

10710449_871940429515772_5923009341365969122_o

Na początku nie wiedziałem o co chodzi i gdzie jest jedynka… przebieg kosmos, więc trzeba było mocno się nagłówkować, jak do niego trafić. Wyszło całkiem pozytywnie. Złapałem pole, dalej między gęstwinkami, droga, przecina, droga, granica kultur i już. Dwójka bezproblemowo, trójka idealnie. Czwórka spoko. Na piątkę lekko machnęło mnie w lewą stronę po zejściu z górki przy bagienku, ale reszta czysto. Szóstkę przekombinowałem, lepiej było iść bardziej z lewej, drogą, niż tym wariantem, którym biegłem. Siódemka ok, ósemka i dziewiątka spoko. Na dziesiątkę błąd. Przy jeziorku poszedłem mocno w lewo i dopiero po chwili zorientowałem się, gdzie jestem, więc trzeba było wracać… Jedenastka… masakra. Nie dość, że trzeba było przebiec przez bagno na odcinku około 100m po kostki w błocie, wodzie to potem od razu mocno i stromo pod górę. Potem zaczęła się zabawa w zielonym syfie. Dużo tam straciłem… odegrałem się na 12 pk, gdzie miałem najszybszy przebieg a wydawało mi się, że wcale tak mocno nie idę. 13, 14, 15, 16 oraz 17 bez historii. Praktycznie czysto. Uzyskałem 5 rezultat a po dwóch etapach nie wiem jak, ale wskoczyłem na 4 pozycję! Taka sytuacja. Czas 56:31, dystans 9,4km.

11009863_872174106159071_5724912388546056366_n

11068304_871806329529182_8056997949078956400_n

11167673_871806356195846_7883521738518559636_n

Ostatni etap, to tzw. long, czyli najdłuższy bieg. 9km i 17 punktów a do tego góryyyyyy i syf, czyli zielono. Jak to pierwsze mi nie przeszkadza, tow zielonym nie przepadam biegać. Jako ciekawostkę, dotyczącą powyższego zdjęcia z miskami… to jest nie wiem, jak nazwać, myjka, punkt do mycia, umywalnia, jakoś tak. Po biegu z beczkowozu nalewa się wodę do miski i się w niej myje. Uszy i szyje i nogi, bo są brudne po bieganiu po bagnach. Jak wspomniałem wcześniej, byłem 4 po dwóch etapach, piąty miał do mnie około 30 sekund a do czwartego zawodnika ja miałem ponad 4 minuty. Celem było nie popłynąć i utrzymać czwartą lokatę.

11187194_872251649484650_2591701396337936293_o

Przebieg od startu do pierwszego punktu znów przez prawie połowę mapy… ale jechałem drogami. Dwójka, trójka, podobnie, ale na czwórkę nie dało się. Musiałem zwolnić i wczytać się mocno w mapę i trzymać rzeźbę. Wyszło ok. 5, 6, 7, 8, 9, 10, mocno i w miarę czysto. Było mocno po górach i dwudniowe zmęczenie siedziało w nogach, ale trzeba było jechać dalej. Kolejny punkt lekko zabiegłem. 12 ok, 13, lekkie wahnięcie i… 14…masakra. Pogubiłem się w zielonym syfie a przebieg wcale nie był trudny. Wywaliło mnie na drodze, do której de facto dobrze że zbiegłem bo skumałem gdzie jestem… 180 stopni w druga stronę, droga, gaz, gaz, gaz, punkt i reszta ile fabryka. Na 15 punkt najlepszy międzyczas i na dobiegu podobnie. Uzyskałem trzeci czas i utrzymałem czwartą pozycję po trzech etapach. Garmin pokazał 12,6km.  Czas 1:14:30. Pierwsza dwójka poza zasięgiem, to nie ta półka, ale z Pawłem mógłbym się pościgać… co się odwlecze, to nie uciecze.

11178260_872220482821100_5744963987336296866_n

To był bardzo miło spędzony długi weekend. Trzy dni ścigania w lesie rewelacyjnie mnie odbudowały. Zadziałały, jak oczyszczenie, odreagowanie od rzeczywistości, od monotonnych treningów do ulicy. To było właśnie TO COŚ, czego było mi trzeba. Umęczyłem się solidnie, nie było odpuszczania, nie sądzę żebym mógł dać z siebie tyle na szosie, co dałem w lesie. Każda góra, każdy podbieg i każda droga… mocno, bez kompromisów. Oczywiście technicznie leżałem i kwiczałem a raczej pływałem, ale… jak na tak długi okres bez startów to wyszło i tak bardzo dobrze. Jak dla mnie to były bardzo fajnie i dobrze zorganizowane zawody. Przez ta kilkanaście lat nic praktycznie się nie zmieniło, ale to ma swój urok i klimat. To specyficzna dyscyplina sportu, zupełnie inna od ulicy. Mam na myśli bardziej klimat i charakter niż stronę sportową. Las działa relaksująco i hamuje pęd, pośpiech i wszystko to, co widać w biegach ulicznych, nastawionych bardzo często na komercję…

Do orienteeringu oprócz piekielnie mocnej nogi trzeba mieć również piekielnie twarda głowę i błyskawicznie umieć oceniać sytuację, jeszcze szybciej wybierać (optymalne) warianty i przez 110 procent trwania biegu trzeba być w 120% skoncentrowanym, bo wystarczy chwila dekoncentracji i wszystko leży a to kosztuje sekundy i minuty…

Dziękuję Organizatorom za świetnie zorganizowane zawody, które przeniosły mnie prawie 20 lat wstecz. Było mega!!!

zrozumieć trening…

bla, bla, bla… czyli trochę teorii, bo jednak musiałem o tym napisać, gdyż pojawia się zbyt wiele pytań, wątpliwości, gdybań, hipotez, przypuszczeń, zamierzeń itp. itd. etc bla, bla, bla.

Wyjdźmy z definicji treningu, sorki z góry że z Wikipedii ale mało co różni się ona z definicją przedstawianą w literaturze a dokładniej w podręcznikach o teorii sportu czy fizjologii wysiłku fizycznego, tudzież zahaczając o biochemię tego samego wysiłku. Jak to mówił profesor na ćwiczeniach z biologii na uczelni… „żeby przebierać szybko nóżętami trzeba dostarczyć im jak najwięcej tlenu” i to zdanie idealnie opisuje trening sportowy a jeszcze dokładniej wytrzymałościowy. Jak tlenu NIET, to i nóżęta wolniej pracują. Paliwo dostarczane w postaci glikogenu nazywanego popularnie węgielkami szybciej się kończy i kończy i kończy aż się skończy i maszyna powie STOP.

Podczas długotrwałego wysiłku fizycznego niezwykle istotną dla efektywności pracy jest zdolność pozyskiwania/czerpania energii z procesów tlenowych oraz utrzymania pracy beztlenowej metabolizmu na możliwie niskim poziomie. Negatywnym i jednocześnie nieodzownym skutkiem wysiłku fizycznego jest produkowany przez pracujące mięśnie kwas mlekowy. Tak długo, jak organizm jest w stanie redukować jego poziom, mówimy o tlenowych procesach pozyskiwania energii. Przekroczenie indywidualnego poziomu obciążenia mięśni powoduje wzrost stężenia kwasu mlekowego w mięśniach w tempie uniemożliwiającym jego redukcję. Przechodzimy wtedy w zakres pracy beztlenowej, mniej ekonomicznej dla organizmu.

Polećmy teraz wspomnianymi wcześniej regułkami:

Trening sportowy – proces polegający na poddawaniu organizmu stopniowo rosnącym obciążeniom, w wyniku czego następuje adaptacja i wzrost poziomu poszczególnych cech motorycznych. Pojęcie treningu obejmuje także naukę nawyków ruchowych związanych z daną dyscypliną sportu. Poprzez odpowiedni trening połączony z właściwym odżywianiem można również kształtować pewne cechy morfologiczne np. zwiększać masę mięśniową czy redukować poziom tkanki tłuszczowej.

Trening wytrzymałościowy powoduje natomiast zmiany w czynności układu krążenia, układu oddechowego oraz w procesach metabolicznych. Pod wpływem regularnych ćwiczeń wzrasta pojemność życiowa płuc oraz ich możliwa maksymalna wentylacja. Dzięki treningowi wzrost wentylacji jest mniejszy niż przed nim, przy tym samym obciążeniu organizmu. Poprawia się pobieranie tlenu, głównie poprzez pogłębienie oddechów bez zwiększania ich częstości, a także zdecydowanie lepsze jest wykorzystywanie tlenu zawartego we wdychanym powietrzu.

Zmiany w układzie krwionośnym obejmują wzrost pojemności minutowej serca związanej z poprawą jego objętości wyrzutowej, czasem obserwowany jest także przerost mięśnia sercowego. Trening ogranicza wysiłkowe zmiany w dystrybucji krwi w organizmie – zmniejszenie przepływu przez naczynia przewodu pokarmowego jest słabiej zaznaczone, natomiast pomniejszony zostaje przepływ krwi w skórze. Ćwiczenia fizyczne poprawiają pracę gruczołów wydzielania zewnętrznego, a tym samym głównym sposobem oddawania ciepła staje się droga parowania.

Trening wytrzymałościowy powoduje również zmiany w samych mięśniach. Zwiększa się pobieranie przez nie tlenu z przepływającej w naczyniach krwionośnych krwi. Zachodzą zmiany enzymatyczne w cyklach biochemicznych, przez co zmniejsza się szybkość rozkładania zawartego w mięśniach glikogenu, wydajniejsze natomiast staje się uzyskiwanie energii z kwasów tłuszczowych. Dzięki temu zmniejsza się produkcja kwasu mlekowego i jego gromadzenie w mięśniach, a także możliwa jest dłuższa praca mięśni, gdyż zapasy węglowodanów są wolniej likwidowane. Zwiększone zapotrzebowanie na kwasy tłuszczowe powoduje większe ich uwalnianie z tkanki tłuszczowej. U ludzi wytrenowanych glikogen w mięśniach zgromadzony jest w większych ilościach.

Teraz proszę przeczytać to wszystko jeszcze raz oraz jeszcze trzeci raz ze zrozumieniem. Filozofia i tok myślenia jest prosty, jak drut. Treningiem należy wykonać takie zmiany w organizmie, żeby akurat w naszym przypadku można było szybciej biegać i mniej się przy tym męczyć. Mądrze trenując zwiększamy min. pojemność minutową serca, czyli zarówno w spoczynku, jak podczas wysiłku nasze serce bije wolniej, jednak objętość wyrzutowa czyli ilość krwi, która wędruje do krwioobiegu jest większa. Oczywiście wiąże się to z przerostem lewej komory czy bradykardią, co jest postrachem lekarzy i pielęgniarek wykonujących EGK w osiedlowych przychodniach zdrowia, ale jeżeli wie z czym to się je, to nic strasznego. Powtórzę jeszcze raz zdanie z akapitu wyżej… w mięśniach zwiększa się pobieranie przez nie tlenu z przepływającej krwi. Zachodzą zmiany enzymatyczne, tu temat rozchodzi się o Cykl Krebsa, glikolizę itp. itg. o czym kiedyś wspominałem i finałem tego jest wolniejsze spalanie popularnych węgielków a wydajniej organizm czerpie paliwo z popularnych tłuszczyków. Idąc dalej > > > obniża się produkcja kwasu mlekowego > > > zostaje więcej paliwa w mięśniach i można dłużej i mocniej pracować. Proste? Proste.

Powtórzyłem się chyba z 10 razy, ale to trzeba powtarzać, jak mantrę, bo kto o tym zapomni źle skończy, czego wynikiem są moje badania, których wyniki zamieszczę poniżej. Co było złego w treningu, który realizowałem? To, co napisałem powyżej, czyli organizm nie był bodźcowany spokojnymi tlenowymi akcentami, które wpływałyby na poprawę zdolności tlenowych. Oczywiście nie biegałem tylko i wyłącznie „pod kreską”, większa większość treningów była nad nią, ale jednak relizowana była nie tam, gdzie być powinna i organizm sam doskonale dawał znaki, że coś nie gra, szczególnie podczas bardziej wymagających akcentów o czym świadczyły parametry określające intensywność:

- bardzo wysokie HR na podbiegach, 

- bardzo wysokie HR i LA na III zakresie, czyli w treningu ze strefy wysiłków o bardzo wysokiej intensywności, 

totalny brak mocy na prędkościach 3’30 – 40/km, 

Bieganie właśnie takich mocnych akcentów było przysłowiowym gwoździem do trumny. Dlaczego? Ponieważ organizm nie był przygotowany do takiego wysiłku i tak intensywnej pracy. Nie było wprowadzenia w postaci tzw. II zakresu, czyli treningu z grupy strefy średniej intensywności, w której wykonywana  praca ma za zadanie zwiększenie zdolność do wykonywania wysiłków o charakterze tlenowym (aerobowym). Wchodząc głębiej nie zostały wytworzone w organizmie „zmiany” które pomogłyby zadziałać w odpowiedni sposób podczas podkręcania obrotów.

W ubiegłych latach, tzw. II zakres był środkiem treningowym, który wprowadzałem praktycznie od samego początku budowania formy i na nim opierał się cały trening. Spokojnie z treningu na trening organizm przyzwyczajał się do coraz większych obciążeń i finalnie to fajnie zagrało i spięło się w całość. Przykładowo, trening BNP w których zaczynałem biec po 5’00/km a kończyłem ostatnie km po 3’45 czy 3’40 przygotowywały do biegów ciągłych na prędkościach 3’55, 50, 45… gdzie sekundy były subtelnie urywane, żeby nie przeciążyć zbytnio motoru. Bywały zimy, kiedy w grudniu zaczynałem biegać „ciągłe” od 4’10/km by na wiosne na takim samym tętnie biegać o 30″/km szybciej. Teraz tego zabrakło, chociaż sygnalizowałem, że jest źle i idąc tym tokiem rozumowania będzie jeszcze gorzej i… wykrakałem. Bazując na akcentach bieganych na prędkościach 4’30-15 i przeskakując od razu na prędkości 3’40-35, skończyło się, jak się skończyło, czyli HR rosło pod 190, laktometr pokazywał wartości w okolicy 6 a nawet 9 mmol/l… Żeby tego nie było dość, to dwie jednostki treningowe w tygodniu, które w sumie dały 20km mocnego biegania grubo pod progiem dopełniły wszystkiego. Zajechałem się popularnie mówiąc i rzeźbiłem półmaraton w Poznaniu w 1:16 i tak się skończyło rumakowanie… niestety. Smutne to, że sprawdziło się stare polskie przysłowie „mądry Polak po szkodzie”.

Teraz kilka cyferek…

Beznazwy-1

sugerowane strefy treningowe po badaniach z czerwca 2014, kiedy byłem w jako takiej formie (10 km: 32’58, 21 km: 1:14:30)

Beznazwy-2

sugerowane strefy treningowe po badaniach z kwietnia 2015 (10 km: 34’32, 21 km: 1:16:18)

Widać doskonale, jaki wpływ miał trening realizowany na układ sercowo naczyniowy, czyli bliżej mówiąc jak mocno i intensywnie musiało pracować serducho, żeby kręcić na podobnych prędkościach. Cyferki nie kłamią. Samopoczucie również a meta idealnie wszystko zweryfikowała.

Beznazwy-3

Wykres pokazujący wzrost tętna, prędkości i kwasu mlekowego. Liczby nie kłamią. Próg tlenowy przy HR wyszedł na HR około 161 przy prędkości około 4’/km. Próg beztlenowy na HR ~178 przy V = ~3’25/km. Takie parametry osiągnąłem w czerwcu ubiegłego roku.

Beznazwy-4

W tym roku, LT ~168 bpm, przy V ~4’08/km a AT ~186 bpm przy V ~3’31/km. Niby tylko kilka sekund na kilometrze, ale jak spojrzeć na to całościowo, to widać od razu, że nie ma czym oddychać kolokwialnie mówiąc.

…a nie mówiłem, ciągnie się samo na usta,

Reasumując… można powiedzieć no risk – no fun ale trzeba być świadomym w pełni, że niekiedy efekt koncowy może być bardzo odległy od fun szczególnie, kiedy od początku wszystko idzie w złym kierunku, głowa podpowiada, że taki trening nie ma racji bytu i w naszym przypadku na 99,9% nie przyniesie skutku.

W treningu można być bardzo przewidywalnym, jeżeli się go zrozumie od samego początku do samego końca i zrozumie się na czym będą polegały zmiany odbywające się wewnątrz organizmu na poziomie komórkowym. Można sobie rozpisywać na kartce BC1, BC3, BC8, SB, KGB, BLE, BLE, BLE, ale jak nie będzie się wiedziało o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego tak a nie inaczej, to wyjdzie przysłowiowa dupa w krzakach.

Analiza kwiecień 2015r

 

Obecny stan wytrenowania wskazuje na nieznaczna regresje parametrów progowych oraz odpowiedzi ze strony układu sercowo – naczyniowego w stosunku do poprzedniej kontroli treningowej (choć okres pomiędzy kontrolami był relatywnie długi) – obniżenie prędkości progowych.

 

Na uwagę zwraca fakt wyższego kosztu pracy co wskazują istotnie wyższe wartości stężenia kwasu mlekowego oraz wartości częstości skurczów serca na poszczególnych stopniach wysiłkowych – skutkuje to szybszym wyczerpaniem zapasów glikogenu mięśniowego, a co za tym idzie większym kosztem realizowanej pracy.

Istotnie niższe wartości maksymalne oraz poziom stężenia LA (najwyższa wartość) wskazuje na obniżenie efektywności treningowej.

 

Przy obecnym stanie wytrenowania wydaje się zasadnym zwiększenie ekonomii wykonywanych wysiłków do strefy LI (przy mniejszym udziale glikolizy beztlenowej, a co za tym idzie zaoszczędzeniem glikogenu mięśniowego) poprzez wysiłki w oparciu o strefy AR i LI o dużej objętości z odpowiednim zabezpieczeniem energetycznym.

 Jaki z tego morał – TLEN, TLEN, TLEN i JESZCZE RAZ TLEN. 

Porażki sportowe są zwykle lepszymi lekcjami niż zwycięstwa. - prof. dr. med. Gerhard Uhlenbruck

…żeby

jednak

nie

było

tak

szaro,

buro

i

ponuro

to

1331813117_by_Doknic_600

orlenowo

11150570_868642393178909_3723156866572418581_n

Krótko, zwięźle i na temat, bo tak można opisać ten start, który generalnie wypadł, tak jak przypuszczałem i mimo tego, że czas rekreacyjno turystyczny, to jestem z niego zadowolony.

Do stolicy pojechaliśmy już w czwartek po południu zabierając Marka po drodze i podrzucając futrzaki do Teściów do Malborka. Nocowaliśmy w hmmm…. hotelu, chociaż ten punkt i to miejsce lepiej wymazać z mapy jak najszybciej, ale to tak na marginesie. Na piątek miałem zaplanowane badnia wydolnościowe, tak zwany „test do odmowy” polegający na męczeniu się w ciasnym i dusznym pomieszczeniu z rurą w dziobie, podpiętym do elektroniki jednocześnie biegnąc coraz szybciej i szybciej… aż do odmowy, czyli do powiedzenia STOP, lub do zaliczenia spektakularnej gleby na pędzącej taśmie. Ja niestety nie miałem przyjemności zaliczenia opcji numer dwa i odmówiłem w grzeczny i kulturalny sposób, chociaż mogłem jeszcze chwilę pocisnąć, jednakże … stwierdziłem, że wcale mi z tym nie podrodze. Może to dziwnie zabrzmiało, ale jakieś doświadczenie mam a czy zakwaszę się na 10, 11 czy 15 mmol/l to jeden pies. Czy wkręcę się na 19, czy 20km/h to dla mnie to samo. Czy pobiegnę ostatni odcinek po 3’10 czy po 2’10 (hehe) to również bez znaczenia. Istotne dla mnie było zaobserwowanie kilku parametrów, które rosły, rosły, rosły i ustabilizowały się… jak się ustabilizowały i nie chciały dalej iść w górę bo nie było takiej opcji, organizm pracował na 100% to dałem mu odpocząć, szczególnie że cyferblat pokazał magiczną liczbę 201 bpm, VO2max nie rosło tylko ledwo co waczyło o marne 60, więc dałem sobie spokój. Na pierwszy rzut oka wyniki wyszły gorzej niż rok temu, ale o tym będzie w poście opisującym dane badania. W każdym razie zmęczyłem się i grzecznie odmówiłem.

10952466_868642423178906_3072368085428676441_n

Po badaniach hotel, krótka drzemka, obiad, wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego z Hudzik Team, zwiedzanie lokalnych lokali, gdzie dołączył do nas Grześ i powrót do hotelu. Sobota… rozruch, kilka spotkań, hotel, spać… i tu zaczął się problem. Nie mogłem zasnąć, co zdarza mi się niezmiernie rzadko, albo i rzadziej. Męczyłęm się całą noc i może przekimałem 2 max 3 godziny rwanym snem. W niedzielę nawet nie zszedłem na śniadanie, zjadłem banana, żelik, batona i wypiłem Vitargo. Słabo się czułem. Może dopiero organizm poczuł piątkowy test? Nie wiem. W każdym razie czułem się gorzej niż źle a trzeba było się spiąć i nie zkompromitować się, czyli nie pobiec wolniej niż 35′ bo to byłby wstyd.

11188318_868995363143612_906354959510235407_n

Pogoda do biegania bardzo dobra. Chłodno, jakieś 12C a może i mniej, lekki wiaterek, mżawka i co najważniejsze grupa do biegania. Obojętne czy bieg miałbyć na 30 minut, na 32 minuty, 35, 39 czy 41 minut, zawsze była grupa i fajne stadko z którym można było śmigać. Na starcie spotkałem sporo znajomych chłopaków z ulicy, stare parszywe gęby więc towarzystwo do biegania było doborowe.

Ciekawym punktem tego maratonu była agencja ochrony, która zabezpieczała imprezę. Z autopsji wiem, jak jest i o co chodzi oraz kto tam pracuje, z całym szacunkiem dla pracy ochroniarzy, ale przepraszam za słowo takich tumanów dawno nie widziałem. Z natury nie narzekam ale mam alergię na ludzką bezmyślnośc i totalny brak ogarnięcia w takich prostych sprawach, jaką jest zabezpieczenie strefy startowej i oddzielenie jej na dwie częsci w tym przypadku, czyli elita – strefa < 35′. Pierwszy żółty kartonik dla pana ochraniacza, który strzegł wejścia do strefy elita, która zabezpieczona była kilkoma płotkami. W momencie, kiedy wdawał się w dyskusję z biegaczami, grzecznie tłumacząc, że tam tylko z opaską, 3 płotki dalej, czyli jakieś 6 metrów ludzie bez żadnego stresu przechodzili sobie w te i na zad. Jak mu to zaznaczyłem, bo sam chciałem tem przejść, za potrzebą… nie było kolejek, wzruszył bezradnie ramionami. Kolejny zonk przez wielkie Z, to wyżej wspomniany podział E i < 35′. Masakra. Ochrona stanęła kordonem oddzielając elytę od reszty, ok, rozumiem i nie mam nic przeciwko. Tak jest i takei są zasady. Wielu biegaczy zaczęło grać z ochroną w kotka i myszkę w rytm piosenki uciekaj myszko do dziury czyz bawć się w zabawę rybak i sieci  tym samym przedostając się do E. Ja grzecznie czekałem, ale jak… nagle przyszło kilku panów z „opaskami” na nadgarstkach którymi zaświeciło ochronie przed oczami a ci ich wpuścili do E… to nie tylko mnie, ale i większość ścigaczy zalała krew. Do E przedostali się sponsorzy, partnerzy, osoby, które potem robiły wielki korek i zamieszanie, bo nawet nie potrafili mocno wystartować, gdyż na moje oko biegali na jakeś 45 – 55′. Może do ochrony nie można tu mieć zastrzeżeń, tylko do tych biegaczy z opaskami na nadgarstkach, ale… Start honorowy… E, kordon ochraniaczy… tak, po starcie honorowym ochrona zamiast iść sobie jak najdalej, to dalej twardo szła kordonem, robiąc ogromne zamieszanie wśród biegaczy. Znów zaczęła się zabawa w kotka i myszkę i rybaka… Tu niestety kłania się bezmyślność agencji… Co było później łato sobie wyobrazić. Wielki korek, wielki ścisk, kilka setek napiera na kordon, 3, 2, 1… i hasło… NA BOKIIIIII !!!!!!! WYCOFUJEMY SIĘĘĘĘĘĘĘ…. w prawo zwrot i … dupa w krzakach. Jak to wyglądało kiedy w momencie startu 10 000 osób kilku bezradnych ochraniaczy chce się ewakuwać, lepiej nie mówić… a wystarczyło pomyśleć. Na mecie rozmawiałem z kolegą z organizacji OWM i temat ochrony dyplomatycznie przemilczał…

Wracając jednak do startu. Ruszyłem razem z Szymonem, spokojnie po 3’30 i takie mieliśmy założenie. Zmienić 35′ a ile to… wielki znak zapytania. Kilometry pierwszej piątki wychodziły tak: 3’29, 25, 27, 36, 33 > 17:31 i trzeba było zabrać się do roboty, ale ciężko było się zebrać. 3’32, 20, 29, 23, 17 i na mecie zegarek pokazał 34’32, czyli zgodnie z założeniami.

11164695_990217621028799_6893740775915839696_n

Wynik, jak wspomniałem słaby. Rok temu było 32’58, więc o wiele, wiele szybciej, ale w tym roku trening był do bani i zupełnie nie oddaje, więc nie było czego się spodziewać. Jestem zadowoly z tego, że pierwsza piątka wyszła wolniej a druga szybciej. Samopoczucie, ok, chociaż prędkości 3’20 i szybciej – kosmiczne… co prawda jest jeszcze kopyto, żeby zerwać, ale to nie jest to. Tempo 3’25 – 30 bardzo wymagające… tak, że wiadomo w jakim miejscu jestem i nie chcę mówiż, że w przysłowiowej czarnej… no właśnie. Nie istotne.

10985310_869020683141080_6881239373010627298_n

Przebiegłem i ten rozdział trzeba zamknąć. Do końca tygodnia luz i rekreacja, 1-3 maja starty i od przyszłego tygodnia wchodzę w trening. Tak, jak pisałem, biorę znów sprawy w swoje ręce i coś czuję, że to mi wyjdzie najlepiej, bo wiem co na mnie działa, jak działa, czy działa i czy nie działa. Walka trwa i nie ma innej opcji!

W OWM 2015 startowała bardzo duża grupka osób, którym wraz z Iwoną pomagaliśmy się przygotować do tych zawodów. Wszystkim należą się wielkie gratulacje i brawa za walkę na 42km dystansie. Maraton to maraton i wielu z was przekonało się o tym o czym mówiłem na pierwszych treningach. GRATULACJE !!!

Gratulacje dla moich podopiecznych, którzy poprawili swoje życiówki, chociaż w kilku przypadkach apetyt był większy, ale maraton pokazał, że tanio skóry nie sprzeda.

42,195km

Adam: 2:58:39 PB (OWM)
Jarek: 3:09:58 PB (OWM)
Ryszard 3:17:23 PB (OWM)
Grzegorz 3:17:42 PB (OWM)
Krzysztof 3:21:24 (Boston)
Krzyś: 3:21:37 PB (OWM)
Przemek: 3:37:23 PB (OWM)
Natalia: 4:09:36 PB(OWM)

10km

Tomek: 39:11 (OWM)
Piotr 39:29 PB (OWM)
Zuza: 45:35 (OWM)

5km

Paweł: 19:10 (PB)

ULTRA

Kamil Leśniak – brązowy medal w Mistrzostwach Polski w Długodystansowym Biegu Górskim na dystansie 43,3km!

Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że 98 procent mojego biegania nie ma w sobie nic pięknego: 2 procent radości, 98 procent poświęcenia. To przykre proporcje. Trzeba biec przez las w trzaskającym mrozie albo w żarze lejącym się z nieba i nabijać kolejne kilometry. – Rob de Castella

wizyta w ptysiowym przedszkolu

11062425_804428736271422_70113539733901399_o

Kilka dni temu miałem przyjemność gościć w Ptysiowym Przedszkolu w Redzie, do którego zostałem zaproszony w ramach sportowego miesiąca, jakim był kwiecień. Było świetnie. Trochę się stresowałem, bo wiadomo nowe doświadczenie i zupełnie inna grupa odbiorców, najbardziej wymagająca ale zarazem najbardziej wdzięczna i radosna.

11163115_804426799604949_8800286991490422790_o

Zostałem poddany gradowi różnych pytań nie koniecznie sportowych, a co najlepsze okazało się, że większość przedszkolaków biega wraz z rodzicami oraz jeździ na rowerach. To super sprawa, że od najmłodszych lat wśród dzieciaków kształtowane są postawy prosportowe, bo wiadomo… czym skorupka za młodu… 

11098192_804428272938135_9053592225972056702_o

11102860_804426852938277_1483733627008011046_o

Dzieciaki najbardziej zadowolone były z medali oraz z numerów startowych, które przyniosłem, żeby pokazać, że bieganie to nie tylko sam bieg, ale również różne, fajne i ciekawe nagrody, które czekają na mecie na każdego, kto pokona dany dystans, choćby był ostatni, gdyż nie liczy się miejsce, ale udział i walka z własnymi słabościami.

11102922_804427216271574_6693414098645182074_o

Oprócz części teoretycznej  czekała mnie również część praktyczna, czyli część stricte sportowa… dla maluchów przeprowadziłem prostą rozgrzewkę, która sprawiła dużo frajdy. Były krążenia głowy, ramion, podskoki, „zgniatanie robaków”, czyli rozgrzewanie stawów skokowych oraz podskoki i inne ćwiczenia.

10854485_804427459604883_6827254899503365269_o

11147184_804427286271567_2345600504547708122_o

Było super. Wszystkie dzieciaki garnęły się do ćwiczeń i wydaje mi się, że mogłyby tak ćwiczyć i ćwiczyć. Każde zadanie ruchowe sprawiało wiele radości, czego efektem był uśmiech od ucha do ucha na twarzach maluchów. Na zakończenie czekała mnie miła niespodzianka…

11094936_804428359604793_1902691089986773770_o

11154875_804428452938117_3021079066478623911_o

To było bardzo pozytywne i optymistyczne spotkanie. Wychodząc z przedszkola czułem się młodszy o kilka a nawet kilkanaście lat a energia, która wyniosłem nakręciła mnie do dalszej pracy. Takie spotkanie bardzo mocno motywują i ładują energią. Serdecznie dziękuję za zaproszenie. To był bardzo owocnie spędzony czas i mam nadzieję, że spośród tej radosnej gromadki wyłonią się wspaniali sportowcy, którzy będą czerpać satysfakcję z wykonywania wysiłku fizycznego.

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.

Partnerzy

  Arctic Explorers Team  

 pomorze-biega2RG logo

 

 

 

logo_dietamed_nowe

 

 

gdynia sport

 

LOGO_UKS_7 - Kopia

 

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 ZAPYTAJ TRENERA

 

 

 

Piomarlogo

logoglowne