…keep on running…

Frankfurterki na sportowo !

W niedzielę wstałem wyspany w 110%. Godzina w zapasie przez zmianę czasu przydała się, więc punkt 7:00 byłem na nogach gotowy do działania. Szybkie założenie fatałaszków, maratońskie śniadanko – praktycznie od X lat takie samo, czyli białe pieczywo z miodem, zielona herbata i flaszka koxu… krótki spacerek dookoła hotelu i do wyrka, koncentrować się. W temacie jedzenia jeszcze dwa zdania. Często i gęsto zawodnicy pytają się mnie co jeść na śniadanie… a moja odpowiedź jest identyczna… to co zawsze jesz przed mocnymi akcentami i zawodami… To nie czas na eksperymenty żywieniowe i kombinacje alpejskie, więc jeszcze raz… Ja od X lat jem zawsze to samo na śniadanie przed każdym startem. Białe pieczywo z miodem + zieloną herbatę z cukrem. Nic więcej. Sprawdzone, przetestowane, działa. 

Czytaj dalej

Frankfurt Marathon 2017 …on tour…

Rachu ciachu i po strachu… no może troszkę dłużej to zeszło, ale cóż… tak nieraz bywa, że nie idzie jakby się chciało i nie należy z tego powodu się łamać, płakać, gryźć się w nos czy pisać fejzbógowe klepsydry… bo po co ? Pytam się po co ? Odpowiedź jest banalnie prosta… bo nic się nie zmieni dołowaniem, smuceniem się i martwieniem na zapas. Pójdę dalej… takim łamaniem się i użalaniem można pogrążyć się w jeszcze gorszy stan. Wiem, bo sam tak kiedyś robiłem i na 99,9 albo nawet więcej procent nigdy nie było lepiej… tylko gorzej. Smutek nakręca smutek. Dół kopie jeszcze większy dół a świat przecież się nie kończy… po jednym nieudanym starcie, nawet do którego przygotowywano się ileś tam czasu… To słowem wstępu. 

Do tego maratonu przygotowywałem się dość długo, nawet bardzo długo, trening szedł całkiem fajnie, chociaż biegałem dość mało kilometrów – jak na mnie, ale jakościowo było ok. Robota była praktycznie zrobiona, ale niestety byłem na ciągłym „niewypoczynku” … cóż życie. Robota po kilkanaście godzin dziennie w niektóre tygodnie do tego swój trening maratoński troszkę mnie wytelepały i nie było kiedy i jak nabrać świeżości, ale przecież nie jestem zawodowcem, więc nie ma na co narzekać i nie narzekam. Bawię się bo się bawić trzeba umieć… 

Czytaj dalej

warszawsko poznańska kaczka w sosie żurawinowym

Taki o to posiłek zaserwowałem sobie po ubiegło sobotnim tempie, podczas którego biegałem 6 x 2 km z dość dużymi problemami żołądkowymi… takie były to problemy, że po zakończonym treningu, kiedy się położyłem na chwilę, żeby odsapnąć przyszedł do mnie Borys i położył się na „bolące” miejsce… Nigdy tego nie robi. Generalnie jak byłem chory w lutym i zapaliłem sobie oskrzela również przyszedł i położył mi się … prawie pod samą szyją. Potem przyszła Kendra i położyła mi się w nogi… Koty są bardzo mądre. 

Dobra… wracając do tego co się działo a działo się bardzo dużo, nawet bardzo, bardzo, bardzo dużo… 

Poprzedni tydzień wyszedł fajny. 113 km. To znaczy poprzedni poprzedni, bo uprzedni ciut mniejszy, 110 km, jak teraz policzyłem, ale przede wszystkim był bardzo męczący… 

Czytaj dalej

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.