Porażka jest matką sukcesu…

Nie wierzę, że mam specjalne talenty, mam wytrwałość… Po pierwszej porażce, drugiej porażce, trzeciej porażce ja próbowałem. – Carlo Rubbia (laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki)

Porażka jest matką sukcesu i tak trzeba do niej podejść, przyjąć ją chłodno na klatę, wyciągnąć wnioski i nie poddawać się. Przede wszystkim nie poddawać się, tylko szukać nowych rozwiązań, tego co nie zagrało, analizować i patrzeć na szeroko. 

Najgorsze w porażce jest to, że ciężko się do niej przyznać i stanąć z nią fejs tu fejs… szczególnie na fejsie. Obserwując wielu sportowców, którzy są sportowcami przez duże albo nawet bardzo duże „S” zauważyłem pewną prawidłowość. Jak jest sukces, wygrana czy  dobry start to info o nim od razu wędruje w świat… fejs, fanpejdż, insta czy wuwuwu. Jak jest klapa, dół, porażka… sprawa nie jest już taka prosta. Ciężko się do niej przyznać. Podobnie jest z kontuzjami, szczególnie tymi które powstały w wyniku przeciążenia i zmęczenia treningiem. Inaczej jest z chorobą czy  np. złamaniem nogi w czternastu miejscach spowodowanej czołowym zderzeniem z walcem drogowym. Zaciekawiło mnie to i faktycznie jest tu pewna prawidłowość. 

Powtórzę się. Jeżeli jest spektakularna klapa w zawodach a liczyliśmy na mega wynik, to w dużej mierze ciężko o tym powiedzieć, napisać. Oczywiście są osoby, które biorą to chłodno na klatę i nie szczypią się w tańcu. Mówią – sorki, dałem dupy, zrąbałem start, trening itp., ale zaciskam zęby i jadę dalej z tematem. 

Wielki sukces jest zbudowany na niepowodzeniu, frustracji a nawet katastrofie. – Sumner Redstone

…ale część osób zamyka się w sobie i częstotliwość wrzucania postów spada o 3/4… nagle, mimo tego, że kibice i fani zastanawiają się, co poszło nie tak i w większej większość chcą wesprzeć swojego idola ciepłym słowem. Jestem ciekaw czym to jest spowodowane ? Czy obawą, że mimo swojej „zajebistości” dali ciała i może to zostać źle odebrane, że dany „miszcz” nie jest „miszczem” i dostał łomot od ziomali z krajowego podwórka ? Czy może jest im wstyd, czy też nie umieją żyć z porażką ? Według mnie powinno być odwrotnie… 

Bez względu na to, jak ciężko pracujesz na sukces, jeśli twoja myśl jest nasycona strachem przed porażką, to zabije twoje wysiłki, zneutralizuje twoje starania i uczyni sukces niemożliwe. – Baldwin I Koburg

Najgorsze jest to, że nie potrafimy się do tej porażki przyznać i poziom procentowy naszej zajebistości spada w dół. Tak samo jest z kontuzjami przeciążeniowymi, które powstają w skutek albo złego treningu albo braku regeneracji, czyli z naszej własnej winy. Zamiast kliknąć przysłowiowe „Mea Culpa” … sza, cicho sza, czas na ciszę… zaszywamy się w cieniu lasu, siłowni, pokoju… i czekamy na reaktywację… Myślę, że powinno być właśnie odwrotnie. Powinienem napisać np. „kurde, zrobiłem w poniedziałek 100 km podbiegów, we wtorek 30 x 1 km tempa, w środę poprawiłem 40 km crossu i urwałem nogę… przeszarżowałem na treningu i niestety zamiast pójść do przodu poszedłem w tył i niestety…” Może taki stan rzeczy jest spowodowany również tym, że boimy się że ktoś to przeczyta, spadnie nam ilość lajków, może potencjalnych „klientów” czy sponsorów… ? Nie wiem… Może wszystko razem ? Cholera wie… 

Złamana noga… która też wyklucza z treningu jest tożsama z miliardem zdjęć na fejsie, gdzie widnieją śruby, cewniki, wenflony, gipsy, respiratory, kule i innego rodzaju gadżety… hmmm… daje do myślenia…

Najszybszym sposobem na sukces jest podwojenie ilości porażek – Thomas Watson Sr

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.