…keep on running…

drób jedz by szybciej biec ;)

Głośniki na maxa i jedziemy z tematem…
Przed Wami pierwszy z czterech odcinków a’la master of garnek i patelnia wraz z Maliką, w której kuchni mieliśmy przyjemność pichcić małe co nieco.

Przyprawą potrawy jest głód – Cyceron

ozd

Może lepiej, żebym nie rozszyfrowywał tytułu tego wpisu, ale tak właśnie było w którymś z kolei tygodniu… był ogień i to z wiadomo jakiej części ciała, oczywiście mam na myśli … podeszwy, chociaż „D” jak podeszwa jakoś mi nie pasuje. 

Tak to był ten tydzień, kiedy biegałem czwórki i czterysetki… ale to nie ten trening był najbardziej hard. Ten miał dopiero nastąpić i nazywał się dwa razy dziesięć kilometrów w drugim zakresie… chociaż podobno nie ma czegoś takiego, jak drugi zakres i podobno ten środek treningowy jest zbędny i go się nie używa… tak świat nie biega… podobno… tak samo, jak do d*** jest przestarzała i beznadziejna polska szkoła treningowa… podobno… Teraz biega się stedi, izi, tempo… Cóż… każdy biega, jak biega a liczy się wynik na mecie, co doskonale pokazał w Łorsoł Błażej Brzeziński (2:11:27) goląc Kenijczyków, jak juniorów. Może dużo to nie mówi, ale Błażeja trenuje Pan Ryszard Marczak, niegdyś czołowy polski maratończyk, rocznik 45, czyli jak odejmiemy 1945 od 2017 to wyjdzie nam… i to tyle w temacie polskiego treningu, polskiej szkoły biegowej, drugiego zakresu… amen. 

Czytaj dalej

Jeżeli nie masz pasji, to znaczy…

Są takie treningi, do których najzwyczajniej na świecie podchodzi się z dość dużym respektem, chociaż to chyba najbardziej delikatne słowo, jakiego można użyć. Nie chciałem specjalnie użyć słowa „strach”, chociaż może i szkoda… Tak, więc są takie treningi,do których podchodzę jak pies do jeża i nic od X lat w tym temacie się nie zmieniło i raczej nic się nie zmieni. U mnie to zazwyczaj mocne bieganie na dość wysokich prędkościach, gdzie 200% jak nie 300% treningu wykonywane jest grubo poza strefą komfortu… ale takie treningi oprócz tego, że kształtują cechy fizyczne dość mocno działają na głowę. 

Wczoraj biegałem właśnie taki akcent, paskudny trening (jak dla mnie) do którego zbierałem się i zbierałem i nie mogłem się zebrać… Teraz z perspektywy tych kilku czy kilkunastu godzin patrzę na to z przymrużeniem oka, ale może od początku. 

Czytaj dalej

…żeby było lżej

odczuwalna temperatura – 50 C (minus pięćdziesiąt stopni Celsjusza)

Krótko, zwięźle i na temat, bo komu by się chciało czytać długiego tasiemca… no chyba, że nie ma co robić siedząc przy porannej kawie i pączku, wertując kolejne strony w internetach. 

Mianowicie temat odnosi się do chyba najważniejszego tematu w bieganiu, rowerowaniu, pływaniu, triathlonowaniu czy w każdej konkurencji wytrzymałościowej. Do najważniejszego po poruszaniu nóżętami czyli do naszej rozczochranej łepetyny, do głowy, mózgownicy i tego diabła w środku, który mówi nam wraz z pokonywaniem kolejnych kilometrów, najpierw szeptem, potem coraz głośniej hasła…

  • zwolnij…
  • wyluzuj,
  • odpuść,
  • przestań się męczyć,
  • daj se na luz,
  • weź nie szalej przecież bolą cie nogi,
  • dyszysz jak lokomotywa,
  • zjedź do boxu i napij się piwa… 
  • będziesz miał jeszcze miliard innych startów, żeby poprawić wynik, 
  • przecież pada deszcz i wieje wiatr…

Czytaj dalej

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.