…keep on running…

majowo i pół czerwcowo

Każda porażka jest lekcją. Każdy ból ma nauczyć czegoś ważnego. Wiara w siebie prowadzi do spełnienia najśmielszych marzeń. 

Tym optymistycznym, nakręcającym i dającym do myślenia cytatem przebiegałem maj i jestem na dobrym etapie przebiegania czerwca, chociaż dopiero mamy połowę. Nie szkodzi. Nie spieszy mi się, jak już kiedyś mówiłem, czy pisałem. Celem jest jesienny maraton w germańskim Frankfurcie i po tym starcie pomyślę, co dalej robić… chociaż generalnie już wiem, ale… wiem, ale nie powiem. Ot tak. Czyli wiadomo… ale ja nic nie mówię. 

Wkręciłem się znów w trening. Sprawia mi przyjemność ładowanie kilometrów, bieganie siły, ciągłego i ganianie powyżej 100 km tygodniowo, chociaż niedługo będę musiał napisać 120 km tygodniowo czy 140… Do tego prędzej czy później dojdzie, bo taka jest kolej rzeczy a że ja jestem maniakiem kilometrowym, może nie takim jak Wojtek z inov-8 team’u, którego serdecznie pozdrawiam, ale jakiś tam maniakiem jestem… 

Maj… nie był jakimś szaleńczym miesiącem. Biegałem mało, bo zrobiłem w sumie 357 km podczas 22 jednostek treningowych, czyli tyle co kot napłakał, ale dopiero się rozgrzewałem i wchodziłem w jako taki trening po kwietniowych wojażach. W maju zaliczyłem trzy starty. Biegałem w Piwnej Mili w Sopocie oraz w Biegu 5 Mil i w Kaszubskiej Piętnastce. Świetne, klimatyczne imprezy. Oczywiście nie byłem jakoś mega przygotowany i bardziej cierpiałem niż się ścigałem, ale były to dobre wyznaczniki bieżącej formy, które pokazały mi dokładnie jak głęboko w czarnej… jestem. Oczywiście w czarnej… drodze, żeby  nie było niedomówień. 

Czytaj dalej

skąd się biorą problemy…

Wujek dobra rada, odsłona szósta…

Nie tak an poważnie, to ten temat wcale nie jest śmieszny, ale dość poważny i często trzeba mocno drążyć, żeby dość do sedna sprawy i wyciągnąć za uszy, czy włosy w nosie dlaczego jest nie halo. Halo, Huston, mamy problem… Odwieczne pytanie brzmi – dlaczemu ? 

Jest wiele powodów a nawet więcej. Ganiając po polach, lasach już prawie trzy dekady jeżeli włączyć w to krótki epizod pod żaglami mogę z całą pewnością uwypuklić, podkreślić i pogrubić jeden najważniejszy powód. Brak KONCENTRACJI i nie mam tu na myśli koncentratu pomidorowego, stężenia czy  formalnego lub nieformalnego skupienia kompetencji władczych na danym szczeblu organizacji politycznej bądź państwowej przez jeden organ… masakra, kto to wymyślił… a koncentracji, jako SKUPIENIA. Skoncentrowania się na zadaniu w tym przypadku na jednostce treningowej oraz całej otoczce ją obejmującą. Brak koncentracji na treningu, nie radzenie sobie z nią, rozkojarzenie finalnie prowadzą do stanu, kiedy nie potrafimy skoncentrować się na starcie w zawodach i zaczynają się schody… zazwyczaj są to duże schody, bo nie ma wykształconego nawyku, mechanizmu, automatu, który nam pomoże sobie z tym poradzić. Przykładów można podawać miliony, jak nie dopompowanie gumy w rowerze, zabranie dwóch różnych skarpetek, założenie spodenek tył na przód (to JA!) na zawodach czy zjedzenie pasztetu z dzika zamiast bułki z miodem przed startem. Do rzeczy. Pobawię się trochę w psychologa… nie wiem, czy mi to wyjdzie, ale spróbuję… 

Czytaj dalej

zrobiło się ciepło…

Cześć Kołcz. Była masakra, nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak było gorąco, był taki upał, że czacha parowała, ale jakoś dowiozłem tyłek do mety, ale nigdy więcej w takich warunkach. 

Tak mniej więcej zaczynały się weekendowe maile od dzikiego stadka, które bardzo dzielnie walczyło w majowym słońcu na różnych dystansach. Zarówno tych biegowych, jak i tych triathlonowych. Było gorąco ? Tak było ciepło… z sentymentem przejrzałem fotki w ajfonie z Jamajki, kiedy kończyłem maraton przy + 41 C, ale cóż. Taki mamy klimat i nic na to nie poradzimy. Wiem, jak jest w niedzielę wychodziłem na trening o 11:30, kiedy termometr pokazywał + 34 kreski w słońcu a w cieniu, w lesie było + 26,6 C. Tak było ciepło, tak można było się usmażyć, tak można było sobie zrobić krzywdę, ale jak podejdzie się do tego racjonalnie, to ryzyko da się zminimalizować, ale trzeba do tego zabrać się dużo wcześniej a nie, jak mówi stare polskie przysłowie „za pięć dwunasta”, bo będzie klops i marmolada a raczej smażone jajka na ulicy… Wspominałem o tym w niedzielę na fejsie, nagrywając krótki filmik, ale tu dłużej chciałbym się nad tym oraz nad kilkoma innymi pochylić. 

Czytaj dalej

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.