…keep on running…

…on tour… czyli połóweczka w łorsoł

Miało być szybko i było szybko. Miało być w łeb i było w łeb. Miało być bez kalkulowania i było bez kalkulowania. Miało być GIT było bardzo GIT ! Może jednak od początku… 

W sierpniu zrobiłem całkiem fajną robotę, chociaż objętość nie powala na kolana bo wyszło marne niecałe 470 km, czyli szału nie było, chociaż patrząc na jakość treningu i ilość akcentów to wyszło naprawdę elegancko. Oczywiście w przeważającej części stosowałem moje ulubione biegi w polskim drugim zakresie intensywności, które podobno nie działają hmmm…. i są zbędne w treningu do maratonu czy półmaratonu, ale może ja jestem wyjątkowym wyjątkiem. W każdym razie w sierpniu wyszło mi 87 km w II zakresie i około 37 km w III zakresie. Nie wliczam w to siły biegowej. Reszta to rozbiegania i to bardzo spokojne rozbiegania, nawet po 5’00 czy po 4’50/km… 

Czytaj dalej

nowa zakładka – moje maratony

W końcu udało mi się policzyć i zarchiwizować wszystkie maratońskie starty. Lista wraz z trasami wisi na stronce, więc jakby ktoś się wybierał na maraton do Bangkoku, Tromso, Negril, na Majorkę czy do Wiednia, może kliknąć i obejrzeć trasę. Trochę się tego nazbierało… Na tą chwilę mam w nogach 28 maratonów, w tym z czternastu posiadam zapis GPS. Zapraszam do rekonesansu od Ameryki przez Biegun Północny, Europę i Azję, na Australii kończąc…

Wystarczy klinkąć TUTAJ, lub w zakładkę MOJE MARATONY

 

szybki przegląd tygodnia

numer 76 to ja

Po dobrym tygodniu kolejny musiał być jeszcze lepszy a wiadomo, jak jest… jak mówi stare przysłowie „nie chwal dnia przed zachodem słońca” czy „nie dziel skóry na niedźwiedziu”, byle nie polarnym. No właśnie miał być super extra fantastyczny a wyszedł dobry. Znów zamiast sześciu zaplanowanych jednostek pobiegałem tylko pięć razy. Ma na to wpływ sporo czynników, głównie zmęczenie pracą i innymi tematami, jak… praca heh, więc doszedłem do wniosku, że jestem pracoholikiem a nie maniakiem kilometrów, jak kiedyś. Teraz  cieszę się z marnych 110 – 115 w tygodniu, a jak sumiennie przetrenuję 6 dni z rzędu to jest święto lasu… Niestety… jest jak jest i nie zmienię tego. Jeden z moich zawodników ostatnio mi napisał mi takie zdanie, wyciągnięte z dłuższego maila „Często trudno pogodzić wszystkie rekreacje. Praca jest dla mnie najważniejsza a potem jak czas pozwoli i sił starczy na tyle co wyniki kilometrówek pokazują. ”  i faktycznie coś w tym jest. Sam się często na tym łapię, że muszę oceniać i szafować co jest ważne, co ważniejsze a co najważniejsze. Czy jest to rozwój firmy, czy rozwój sportowy… A może swoje najlepsze lata mam już za sobą i teraz nie ma co się pruć na siłę tylko trzymać to wszystko na jakimś poziomie i … no właśnie. Być albo nie być o to jest pytanie… Staram się jednak, póki są siły, rozwijać i jedno i drugie, ale nie jest tak łatwo… W każdym razie ostatniego słowa jeszcze nie powiedziałem… 

Czytaj dalej

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.