…keep on running…

Dominikana nana nana nana nana…

Dominikana… cóż… szału nie ma, a najbardziej na usta nasuwa mi się słowo przereklamowana, ba nawet się rymuje Dominikana przereklamowana nana nana zjadłbym dziś banana moja ukochana. Dominikana kraina plaż, morza, naciągaczy na specjal prajsy, ale to chyba wszędzie a także przereklamowanych atrakcji turystycznych, za które trzeba słono płacić, no może z wyjątkiem ZOO a raczej Manati Park, gdzie było GIT. Reszta bez historii… ale z kronikarskiego obowiązku dwa zdania w temacie Dominikany. 

Czytaj dalej

curacao, czyli europa na karaibach

źródło: http://www.caribbean-on-line.com

Z czym kojarzy mi się Curacao ? Hmmm… z dolarami, parkingiem przed kinem na którym o 3 w nocy spotkaliśmy ciemnoskórego jegomościa wyprowadzającego pytona na spacer, zaginionymi walizkami, kucharką wydzielającą naleśniki, pięknymi plażami, kaktusami, upałem, korkami i stolicą przypominającą uliczki Amsterdamu. To tyle w skrócie. Generalnie samo Curacao nie wywarło na mnie wielkiego wrażenia, chociaż lipy nie było. Było „prawie” git. 

Curacao to taka wyspa na Morzu Karaibskim, której współrzędne geograficzne wynoszą 12°11′N 69°00′W… czyli zupełnie nie w moją stronę. Terytorium Kury jest zależne od Holandii i mówi się, że to autonomiczny kraj wchodzący w skład Królestwa Niderlandów. Kura oczywiście leży na Karaibach, ostatnio bardzo modnym i popularnym kierunku, bardziej jednak znanym z Dominikany, która jest hurtowo zalewana przez turystów z całego świata i do dnia dzisiejszego nie mam zielonego pojęcia, co ludzie tam ciekawego widzą. O Dominikanie jednak będzie później. Podając za Wikipedią, Curaçao (jaki ładny wihajster pod literą „c”) jest nizinną wyspą o suchym (proszę mnie w to nie mieszać!), tropikalnym klimacie, należącą do archipelagu Małych Antyli, położoną w południowej części Morza Karaibskiego. Około 60 km dzieli ją od północnych wybrzeży Wenezueli. Zdecydowaną większość mieszkańców stanowią osoby czarnoskóre. Potwierdzam. Walutą jest tam gulden antylski (ANG), ale wszyscy płacą dolcami hamerykańskimi, bo najłatwiej zrobić wałek na przeliczaniu jednej waluty na drugą a z drugiej na trzecią, momo tego, że  kurs wobec dolara amerykańskiego jest sztywny i wynosi 1 USD za 1,79 ANG… bla, bla, bla… 

Czytaj dalej

+ 30 … czyli klm curacao marathon

Trzydzieści… ten liczebnik przyświecał mojemu ostatniemu maratonowi, który był właśnie trzydziestym w karierze, zakończył się (prawie) na trzydziestym kilometrze i żeby było poprawnie rozgrywany był w temperaturze plus trzydziestu stopni a myślę, że kresek na termometrze było więcej… 

Od ukończenia maratonu we Frankfurcie, trening szedł jak krew z nosa. Byłem wyraźnie zmęczony o czym świadczyło podwyższone HR, wysokie mleczany na niskich prędkościach i kiepskie samopoczucie. Jednak jak podjęło się walkę to nie można było rzucić białego ręcznika, mimo że środowy ciągły pokazał, że najlepszym wyjściem z sytuacji byłoby przebiegnięcie 10 km zamiast pruć się na 42… ale… kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana… nawet jakby ten szampan a może raczej szampon okazał się za ciepły i rozgazowany… cóż. Życie… 

Czasem trzeba się poddać, żeby w spokoju nabrać sił.
Przegrać – to nie wstyd, sukces to podnieść z bruku twarz.

Czytaj dalej

Frankfurterki na sportowo !

W niedzielę wstałem wyspany w 110%. Godzina w zapasie przez zmianę czasu przydała się, więc punkt 7:00 byłem na nogach gotowy do działania. Szybkie założenie fatałaszków, maratońskie śniadanko – praktycznie od X lat takie samo, czyli białe pieczywo z miodem, zielona herbata i flaszka koxu… krótki spacerek dookoła hotelu i do wyrka, koncentrować się. W temacie jedzenia jeszcze dwa zdania. Często i gęsto zawodnicy pytają się mnie co jeść na śniadanie… a moja odpowiedź jest identyczna… to co zawsze jesz przed mocnymi akcentami i zawodami… To nie czas na eksperymenty żywieniowe i kombinacje alpejskie, więc jeszcze raz… Ja od X lat jem zawsze to samo na śniadanie przed każdym startem. Białe pieczywo z miodem + zieloną herbatę z cukrem. Nic więcej. Sprawdzone, przetestowane, działa. 

Czytaj dalej

Copyright Piotr Suchenia © 2012. All Rights Reserved.